niedziela, sierpnia 12, 2018

Instrukcja obsługi Batumi



Nic nie było w stanie zniechęcić mnie do tego miasta. Ani koszmarnie długa droga marszrutką z Tbilisi, ani współpasażerka wioząca żywe kurczaki w kartonie po bananach. Nie odstraszył mnie nawet wylewający się z chłodnicy płyn, zmuszający nas do częstych postojów, dzięki którym podróż trwała w nieskończoność. Nie zniechęcił mnie również deszcz, który robił tylko krótkie przerwy od swojej nieustającej aktywności. Do Batumi dotarliśmy jako chodzący obraz nędzy i rozpaczy- brudni, zmęczeni i głodni. Siedząc w jakiejś podłej knajpie z lepkimi od tłuszczu stolikami, zaczęliśmy myśleć, gdzie będziemy dziś spać. Jak to zazwyczaj bywa, szczęśliwe zbiegi okoliczności wiodą nas ku dobrym decyzjom. Psim swędem trafiliśmy na ostatni wolny pokój, w małej kamienicy na Placu Europy. Właściciel przywitał nas szerokim jak te banany na pudełku uśmiechem i poczęstował domowym winem. Zaserwował też czaczę i słodkie bułeczki. Już wtedy wiedziałam, że będzie mi dobrze w Batumi. Jak jest w Batumi? Nie każdemu się tu podoba. Jedni uważają, że nic tu nie ma, drudzy mówią, że to takie gorsze, postsowieckie Las Vegas. A ja spróbuję cię przekonać, że w twoim gruzińskim tripie nie może zabraknąć tego miasta. Chodź, pokażę ci, czym urzekło mnie Batumi! 


Co trzeba zrobić, żeby zakochać się w Batumi?  


Zrozumieć fenomen Batumi- Batumi jest miastem na wskroś dziwnym. Kurioza gonią tu absurdy i nie da się go w żaden sposób sklasyfikować. W tym miejscu przenikają się dwa światy. Pierwszy pełen jest zuchwałych planów o unikatowym kurorcie nad Morzem Czarnym, obfitującym w cuda współczesnej architektury i strzeliste wieżowce. W drugim świecie brak funduszy bezlitośnie depta te marzenia i daje w zamian urbanistyczny chaos. Wiele budynków stoi niedokończonych. Niektóre dumnie prezentują swoje żelbetonowe konstrukcji, a przyklejone do nich puste dźwigi budownicze, kontrastują z rozpadającymi się domami starego Batumi. Droga do poznania miasta wiedzie też szlakiem wielkich, anonimowych blokowisk, w oknach których wisi pranie, a ściany z blachy głucho odbijają padający deszcz. Jedna strona miasta kompletnie nie pasuje do drugiej. Władze Gruzji bardzo chciały tchnąć w Batumi ducha nowoczesności i ekskluzywność turystycznych doznań. Jak wyszło? Jak nigdzie indziej na świecie. 










Polubić kicz- Jeśli chcesz udanego związku z Batumi, spróbuj wyrzucić z głowy poczucie obciachu i polub kiczowate obrazki. Bez tego, miasto może cię mocno rozczarować. I nie znajdziesz  tej dziwnej przyjemności w sklejaniu do kupy holenderskiego wiatraku, ogrodów japońskich, Wieży Czaczy, z której kiedyś lała się strumieniami lokalna wódka, czy niedokończonej Wieży Gruzińskiego Alfabetu. Nie będzie ci sprawiało frajdy szukanie odpowiedzi, po co w Batumi wybudowano wieżowiec z  niedziałającą, zewnętrzną karuzelą na ostatnim piętrze? Albo postawiono wielkie koło młyńskie i zbudowano hotel w kształcie rzymskiego Koloseum? Myślisz, że widziałeś już wszystkie dziwne budynki w przestrzeni publicznej? Obczaj zatem bryłę McDonalda w Batumi, albo ciąg wieżowców obok których tańczą fontanny. To jest dopiero dziwne, zaufaj mi! Musisz jechać i się przekonać! 




Zjeść adżarskie chaczapuri- Batumi jest stolicą regionu Adżari, a w jego historii i smakach przenikają się wpływy Europy, Azji, Indii i Arabii. Najpopularniejszym daniem jest słynne adżarskie chaczapuri. W całej Gruzji jest to topowa przekąska, ale tutaj ma swoją specjalną odmianę. Ciasto formowane jest w kształt łódki, a do sera dodaje się masło, śmietanę oraz surowe jajko. Całość zapieka się w kamiennym piecu. Podczas szwendania się po Batumi, trafiliśmy na małą knajpkę, wciśniętą między budynki mieszkalne i uznaliśmy, że tu pewnie dobrze zjemy, bo jesteśmy jednymi ludźmi z plecakami. Był to strzał niezwykle udany! Pełen tłustych i kalorycznych uniesień:) 


Zapuścić się w ulice starego Batumi- Batumi to nie tylko kuriozalne twory urbanistyczne. To też rzędy domów z niską zabudową i drewnianymi balkonami, które do złudzenia przypominają kolonialne miasteczka gdzieś na Karaibach. Między domami biegną ciasne uliczki prowadzące na zaniedbane podwórka albo do drewnianych schodów, przy których ktoś trzepie dywan albo czyta gazetę. Tuż obok małe knajpki zapraszają na posiłek, a kawiarnie kuszą zapachem mocnej kawy. Jest też jedna kawiarenka internetowa, która w dobie smartfonów i wszechobecnego wifi stanowi obraz  żywcem wyjęty z nie tak dawnej przeszłości. Tylko gdzieniegdzie na przesmykach ulic widać iglicę wieżowca z niedziałającą karuzelą, która przypomina, że  w tym mieście ciężko o spójność i ład.









Poznać wielokulturowość miasta- Batumi to miasto wielonarodowościowe. Jego historyczne przechodzenie z rąk do rąk zaowocowało całkiem dużą mieszanką kulturową. Spacerując po mieście trafiamy na dzielnicę, w której strzelisty minaret z meczetu Orta wystaje ponad zabudowania. Potem przechodzimy obok żydowskiej synagogi, żeby następnie zahaczyć o grecki kościół św. Mikołaja i katolicki kościół ormiański. Prawie wszystkie świątynie największych religii świata znajdują się w odległości kilku kroków od siebie. Warto, a nawet trzeba ruszyć ich szlakiem. Pierwszy raz miałam okazję wejść do meczetu i mimo, że nie jestem osobą wyjątkowo uduchowioną to podpatrywanie tak intymnej czynności jak modlitwa drugiego człowieka, było dla mnie wydarzeniem mistycznym.  







Poczuć miłość w Batumi dzięki Ali i Nino- Pomnik "Ali i Nino" to najsłynniejszy obrazek z Batumi. Instalacja stojąca w Parku Cudów to dwie ażurowe, 8- metrowe rzeźby mężczyzny i kobiety, które są autorską interpretacją zakazanej miłosnej między gruzińską chrześcijanką Niną, a azerskim muzułmaninem Nino. Rzeźby są ruchowe i co jakiś czas zbliżają się do siebie, chwilę zatrzymują w pocałunku, a potem wzajemnie się przenikają. Byłam tak zajęta wpatrywaniem się w ten miłosny spektakl, że nie słyszałam, jak z drugiego końca deptaku mój kolega wołał mnie na molo, bo akurat przepływały delfiny. I to jest moi drodzy idealny przykład na to, że miłość przysłania nam rzeczy ważne i istotne! Nawet jak jest ażurowa potrafi zamieszać w głowie:)



Plac Europy- Tutaj znaleźliśmy nocleg i przez dwa dni podziwialiśmy z tarasu na dachu jedno z ładniejszych miejsc w Batumi. Plac Europy to rozległa przestrzeń otoczona secesyjnymi budynkami, która odgradza starówkę od nadmorskiej promenady. Stoi tu pomnik Medei, upamiętniający historię regionu Adżaria, a czas na placu odmierza przepiękny zegar astronomiczny, który zdobi gmach Banku Narodowego Gruzji. Tutaj kupiłam najdroższy sok z granatu, a także zostałam zaatakowana przez cygańskie dzieci, które wyrwały mi banany z ręki i uciekły. Mimo tych dwóch "atrakcji" Plac Europy ma w sobie coś fajnego. Taką europejską nutkę z domieszką orientu, co niesamowicie działa człowiekowi na zmysły. 



Dowiedzieć się, gdzie są te cholerne pola herbaciane!?- Każdy kto był w Batumi i pochwali się tym komuś z pokolenia swoich rodziców oraz dziadków, na stówę usłyszy: "Batumi?! Ach tak, to Filipinki o nim śpiewały! I jak? Jakie są te pola herbaciane??". Ja tak miałam przed podróżą i po podróży. Przed wyjazdem musiałam obiecać, że przywiozę zdjęcie z herbacianymi połaciami. Po powrocie musiałam gęsto tłumaczyć, że w tym mieście nie ma żadnych pól herbacianych! Owszem, region Adżaria słynął z plantacji herbaty, ale obecnie można znaleźć jakieś pojedyncze uprawy. Po upadku Związku Radzieckiego biznes herbaciany przestał być opłacany i większość herbacianych manufaktur zwyczajnie upadła. Dlatego od razu  przygotujcie się na to, że w Batumi "cykadami dźwięczący świt świadkiem będzie szczęścia chwil" jednak to szczęście nie będzie miało nic wspólnego z herbatą:) 



Poszukać streetatu i pomilczeć z owcami-  Jak spacerowaliście ze mną po Tbilisi, to wiecie, że street art ma się w stolicy Gruzji całkiem nieźle. Ale w Batumi to proszę ja Was ma się iście doskonale! Sporo działał tutaj pewien gruziński streetartowy twórca, który w swoim projekcie LAMB łączy elementy gruzińskiej kultury oraz....owcy. Ten młody chłopak pochodzi z górzystego regionu Tuszetia, gdzie owce są głównym źródłem utrzymania tamtejszych rodzin. Zwierzę to stanowi dla niego ważny symbol przywiązania do rodziny i tradycji, toteż w naturalny sposób owca stała się bohaterką wszystkich malunków. Jego prace rozsiane są po całym mieście, co super kontrastuje z ogólnym klimatem Batumi. Oprócz projektu LAMB znajdziesz też inne, bardzo fajne murale, za którymi warto się nachodzić po zaułkach ulic i poszwendać po lekko szemranym porcie. 















Spacerować po nadmorskiej promenadzie- Na tej promenadzie energicznie bije serce całego Batumi. Ten główny deptak miasta ciągnie się przez prawie 8 km, mijając po drodze wszystkie najważniejsze rzeźby, instalacje artystyczne, architektoniczne potworki i klimatyczne miejsca do odpoczynku. Znajdziemy tutaj również palmy w kształcie ananasa, drewniane molo sztuk dwa, pomarańczowe budki dla ratowników wodnych, delfinarium i nawet sztuczne jezioro! Wszystko to okraszone turkusowym kolorem wody i kamienistą plażą, na której warto poczekać do wieczora na zachód słońca. Przeszliśmy prawie całą promenadę, co rusz wpadając w zadumę, jak bardzo Batumi nie da się opisać w kategoriach fajne lub niefajne. Ono jest po prostu tak bardzo nieoczywiste, że ciężko stwierdzić czy to jeszcze miejska przyjaźń, czy to już miejskie kochanie? 









Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger