wtorek, czerwca 07, 2016

Berlin- miasto murem podzielone




Przez długie lata byłam totalną, berlińską ignorantką. Berlin kojarzył mi się tylko i wyłącznie z szarością i przytłaczającą nijakością.  Z obskurnymi, obdrapanymi murami, szemranymi interesami, podejrzanymi typkami, nieletnimi prostytutkami i ćpającą Christiane z Dworca Zoo. Nigdy nie chciałam tam jechać. Mało tego!- uważałam, że to ostatnie miasto w Europie, które chciałabym kiedykolwiek zobaczyć.  I nagle z tych absurdalnych skojarzeń i uprzedzeń wyrwał mnie dokument o historii Muru Berlińskiego. Tak bardzo mnie poruszył, że nagle gdzieś zniknęły mi sprzed oczu prostytutki, potem narkomani, na końcu szare ulice. Chciałam poznać to miasto kiedyś murem podzielone i przekonać się, jakie jest naprawdę. Wystarczyły mi dwa dni, aby  odczarować Berlin od złego. 

 Moje własne berlińskie TOP 10 



Currywurst- Nie od dzisiaj wiadomo, że jestem prawdziwą kiełbasiarą. Od dziecka dzierżyłam w dłoni kiełbę zamiast jogurtów i owoców. Każdy kto śledzi mojego bloga pamięta, że będąc małą dziewczynką marzyłam o pracy w mięsnym. Więc jak można nie lubić miasta, w którym na potęgę je się kiełbasę z keczupem i curry?:) Currywurst- legendarny niemiecki fast food, którego Niemcy zjadają w niewyobrażalnych ilościach. Niemal na każdym rogu można znaleźć budkę, w której kupimy średniej jakości kiełbasę polaną obficie keczupem z curry, serwowaną z białą pszenną bułą lub frytkami. Jadłam codziennie. Czasem dwa razy w ciągu dnia:) Nawet trzy razy się zdarzyło. Właściwie był to mój jedyny posiłek w Berlinie:) Uwielbiam. Czułam się jakbym trafiła do kiełbasianego raju :)




Currywurst Museum Berlin- "Naprawdę chcesz iść do muzeum i zapłacić 12 EUR, żeby oglądać kiełbasy?" To pytanie z niedowierzaniem malowało się na twarzach moich towarzyszy podróży do Berlina. Cóż mogę powiedzieć. Wprost uwielbiam miejsca dziwne i kuriozalne. A to muzeum właśnie takie jest. Słowo daję - tylko naród niemiecki mógł zrobić wystawę o tym jak przyrządzić wursta na milion sposobów, ile w kraju jest budek z kiełbasą i jakich przypraw używa się do sosu. Co sądzę? Jest to jedno z fajniejszych muzeów, w jakim do tej pory byłam. I zapłaciłabym nawet 20 EUR żeby móc usiąść na kanapie w kształcie kiełbasy i przytulić gigantyczną frytkę. Trzeba Wam wiedzieć, że jeden z moich towarzyszy bohatersko się poświęcił i zgłębiał wraz ze mną tajemnice niemieckich przetworów mięsnych. Jeśli to teraz czytasz - wiedz, że mimo, iż nie ma cię już w moim życiu, bardzo doceniam ten heroiczny wyczyn.



Currywurst Museum, Berlin 

East Side Gallery- Mur Berliński to niemy świadek trudnej historii miasta  i  symbol zimnej wojny. 156 km betonowego muru wyposażonego w druty kolczaste, wieże kontrolne, zasieki i strażników przez przeszło dwadzieścia lat oddzielało Berlin Zachodni od Berlina Wschodniego. Linia podziału miasta pozbawiła życia wielu ludzi, przechodziła przez domy, podwórka, nie pozwała na swobodny ruch między jedną, a drugą częścią miasta. Kiedy Zachód rozwijał się gospodarczo, Wschód tonął w ciemnościach. Przez  betonowe luki w murze, tysiące stęsknionych oczu wypatrywało lepszego jutra. Mur powstawał i upadał pod osłoną nocy. Ostatecznie mur zniknął 9 listopada 1989 roku, a pozostały kilometrowy fragment wykorzystali streetartowi artyści z całego świata. Dzisiaj East Side Gallery to  poruszający zbiór murali, które kreślą nie tylko historię Berlina, ale mówią o potrzebie pokoju i wolności na świecie. Podczas mojej wizyty East Side Gallery była w trakcie renowacji, ale i tak miejsce wywarło na mnie ogromne wrażenie.











Fernsehturm- Stojąca przy Alexanderplatz wieża telewizyjna, zwana jest przez mieszkańców Berlina pieszczotliwie "teleszparagą".  Liczy sobie 365 m wysokości i jest drugą pod względem wysokości konstrukcją w Europie. Idealny punkt widokowy na całe miasto. Przejazd windą zajmuje nam niecałe 5 minut, po drodze zatyka nam uszy,  dzieją się cuda z błędnikiem ale widoki z góry -bezcenne. W szklanej kuli znajduje się nie tylko punkt widokowy, ale również restauracja, która w ciągu godziny robi dwa obroty. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość, gdyż kolejki do wieży potrafią być gigantyczne. Można w oczekiwaniu skoczyć na zakupy do markowych sklepów okalających plac, bądź posłuchać dość licznej populacji polskich bezdomnych, których poznać można po gromkich okrzykach ..ej kur...a!!...chu..u!! .gdzie moja pierd...na siatka?????  



Potsdamer Platz- Plac Poczdamski to bijące szybko i nowocześnie serce wszystkich placów Berlina. Otoczony nowoczesnymi gmachami, dizajnerskimi drapaczami chmur, kawiarniami i sklepami jest głównym centrum zakupowo-rozrywkowym zarówno mieszkańców miasta, jak i turystów. Dawniej Plac Poczdamski cieszył się popularnością nie wśród turystów ale głównie wśród prostytutek, narkomanów oraz typów spod ciemnej gwiazdy. W odchodzących od placu ulicach kwitł handel narkotykami, handel żywym towarem, ludzie od czasu do czasu znikali w tajemniczych okolicznościach, a po zmroku strach było wychodzić z domu. Dzisiaj Plac tętni życiem 24h na dobę i jest wizytówką prężnie rozwijającego się gospodarczo miasta.




The Ritz-Carlton Hotel- Kiedy już pojawimy się na Placu Poczdamskim, przejdziemy się po Sony Center, zobaczymy fragment Muru Berlińskiego i popodziwiamy drapacze chmur nagle nasz wzrok padnie na NIEGO- Hotel The Ritz Carlton Berlin- senne marzenie każdego hotelarza. Malutkie logo z lwem i koroną powoduje niemal palpitacje serca u pasjonatów hotelarstwa. Każdy chce pracować dla Ritza, każdy chociaż raz chciałby założyć ritzowski uniform. Plebs do Ritza zasadniczo nie chadza. Ale jak plebs stanie przed bellboyem i zrobi oczy kota ze Shreka to zostanie wpuszczony na malutką chwilę aby zobaczyć kawiarnię, uroczą herbaciarnię, wykute w marmurze schody i klasyczny bar. A potem wyjdzie i kupi sobie słownik polsko- niemiecki aby jakoś napisać swoją aplikację:) 


Berliński Miś- Jest taka legenda, która mówi, że w 1237 roku, Albrecht Bar (fonetycznie Ber co znaczy niedźwiedź) postanowił połączyć dwa niezależne miasta- Berlin i Colln. W symbolicznym geście założono łańcuch na szyję niedźwiedzia, a resztę już samo poszło:) Zaraz obok Teleszparaga oraz Bramy Branderburskiej niedźwiedź stanowi symbol Berlina. Miśków w Berlinie jest zatrzęsienie- stoją w metrze, w sklepach, na ulicach i  w hotelach. Mnóstwo frajdy przynosi ich szukanie po całym mieście - prawie jak krasnali we Wrocławiu. Osobiście wolałam oglądać kiełbasę więc i miśków za dużo nie spotkałam:)



Gendarmenmarkt- Uważany jest za najpiękniejszy plac w Berlinie. Ponieważ zwiedzałam go w strugach deszczu, który następnie swobodnie przeszedł w grad z wichurą ciężko mi było napawać się  tym pięknem, ale faktycznie - jedno z fajniejszych miejsc w mieście. Na placu stoją dwie bliźniacze budowle- dom francuski oraz dom niemiecki. Jest taka legenda, która mówi, że gdy ukończono ich budowę dwóch linoskoczków- francuski i niemiecki rozwiesili linę między dwoma budynkami i rywalizowali o to, który dalej zajdzie. Kiedy spotkali się po środku, francuski linoskoczek upadł i złamał sobie kark. niemiecki skoczek dotarł dalej i jego budynek nazwano niemieckim, a Francuz mimo złamanego karku dostał pośmiertnie drugi bliźniaczy dom,którego nazwano francuskim.  Na placu znajduje się również Dom Koncertowy , do którego zawitał kiedyś nierozpoznany przez nikogo Mozart aby posłuchać w tajemnicy swojego Uprowadzenia z Seraju granego przez orkiestrę. Za placem rozciąga się droga, która prowadzi nas prosto na Wyspę Muzeów oraz do Katedry.






Gedächtniskirche- Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma- Neoromańska katedra wybudowana w 1895 roku była pamiątką po Wilhelmie I. Kościół został zbombardowany czasie nalotów brytyjskich na Berlin i niemal całkowicie legł w gruzach. Postanowiono jednak, że nie zostanie wyburzony, a stanie się pamiątką i przestrogą, będącą nośnikiem burzliwej historii miasta.  Obok katedry zbudowano nową część świątyni, która ma podkreślać związek przeszłości z przyszłością. Dość przejmująca ale niezwykle ważna atrakcja miasta.


Berlinie, mów do mnie easy!- Nie potrzebują reklamy, ani rozgłosu. Nie rzucają się w oczy, nie charakteryzują się niczym szczególnym. Ale wiedzą o nich ci, którzy wiedzieć mają. Speakeasy bary to miejsca, w których sztuka barmańska miesza się pasją i ociera o artyzm. Kiedy jedziesz do Berlina z barowymi freakami to wiedz, że na pewno trafisz do takiego miejsca. Najpierw jednak musisz go znaleźć. Nie lada to sztuka, bo czasem wejście ukryte jest w sklepie, czasem przechodzi się przez budkę telefoniczną, a czasem przez niczym nie wyróżniającą się wystawę sklepową. Dzwonisz więc na dzwonku i czekasz. Ktoś wychodzi, pyta po co przyszedłeś. Chwila rozmowy i wchodzisz do środka. Dym papierosów miesza się z głośnym dźwiękiem lodu, rozbijanego o ścianki shakerów. Zostajesz poproszony o wyłączenie telefonu. Siadasz i znowu czekasz. Tutaj nie dostaniesz wódki z colą i dżinu z tonikiem. Tutaj koktajl to dzieło sztuki tworzone z na twoich oczach. Nie ma receptur ani nawet etykiet na butelkach- wszystko jest w głowie barmana. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że miksowanie alkoholi można nazwać sztuką ...Patrząc jednak na entuzjazm i podziw malujący się na twarzach moich kolegów przekonałam się, że tak:)  Zdjęć nie mam, bo nie można było robić. 






















Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger