czwartek, kwietnia 10, 2014

Lublin- no i fajnie!


Lublin był jednym z kluczowych elementów mojego weekendowego wypadu na Wschód. Chciałam poznać to miasto na nowo i po swojemu, gdyż również majaczyło mi gdzieś z tyłu głowy, z czasów wspomnianych już wcześniej wakacji na Roztoczu. Wprawdzie tutaj nie biegałam nago po lesie ale za to mogę się pochwalić zdjęciem z dzieciństwa, na którym prezentuje mój szałowy strój składający się z bluzki z pandą, pasiastej spódnicy i skórzanych sandałów, włożonych na falbaniastą skarpetę. Nie mogę również zapomnieć o fryzurze ciętej równo od garnka. Myślę, że współczesne szafiarki mogłyby się zainspirować moim wyszukanym stylem i całkiem oryginalnym wyczuciem gustu. Ale nie patrzmy w przeszłość! Odganiając koszmarne wspomnienia z lat młodości wybrałam się z kolegą na odkrywanie Lublina i muszę powiedzieć, że był to jeden z najfajniejszych dni tego roku! Nie dość, że miasto bardzo mi się spodobało, odkryłam tutaj masę ciekawostek, to jeszcze miałam okazję uczestniczyć w tajnej śmieszno-strasznej misji pod kryptonimem "Kempa no more" (pozdrawiam wtajemniczonych), zjadłam pyszne sushi, gigantyczną pizzę, odchamiłam się w kinie i wielokrotnie spłakałam ze śmiechu. Ale może po kolei:) Na początku muszę ze wstydem przyznać, że naprawdę nie wiem czemu ale wydawało mi się, że Lublin to taka trochę zapomniana przez świat dziura (przepraszam, przepraszam, po stokroć przepraszam). Ciężko mi powiedzieć, z czego wynikało moje głupawe myślenie. Może przez tę pandę i sandały? Zakodowałam sobie, że Lublin jest mały, nic tu nie ma i nuda Panie jak nie wiem! A tymczasem doznałam swoistego szoku i w sumie stwierdziłam, że przy dobrych wiatrach mogłabym się nawet tutaj osiedlić, bo jest miło, przyjemnie i uroczo.


Lublin- fajne miasto inspiracji 


Kościół Trójcy Świętej- Książkowy wręcz przykład obrazujący "cudze chwalicie, swego nie znacie".  Zachwycamy się sztuką średniowiecza w europejskich miastach, a tymczasem Lublin posiada jeden z najcenniejszych zabytków tego okresu w Europie. Kaplica zamkowa, której funkcjonowanie datuje się na 1326 rok posiada niebywałe wręcz malowidła bizantyńsko-ruskie, zdobiące potężne gotyckie zabudowania. Ufundowana została przez króla Władysława Jagiełło. Byłam pod ogromnym wrażeniem, podziwiając malowidła bizantyjskie przedstawiające istotę Boga.



Zamek Lubelski-  Zamek z mroczną historią. Zanim został przekształcony na Muzeum Lubelskie, mieściły się tutaj: więzienie kryminalne Królestwa Kongresowego,więzienie carskie, a także więzienie hitlerowskie, w którym osądzono, skatowano i wysłano na śmierć blisko 40 tysięcy osób. Dziwne uczucie, kiedy przechadzasz się między murami, po których kilkadziesiąt lat wcześniej spływała krew niewinnych ludzi. Przygnębiająca to podróż do przeszłości. 


Od Bramy Grodzkiej do Krakowskiej -Stare miasto w Lublinie mimo iż malutkie, zachwyca swoją autentycznością, uroczymi zaułkami, ciekawie zdobionymi kamienicami i atmosferą. Kawiarniane ogródki przytulone do starych murów, wypełnione ludźmi i zapracowanymi kelnerami przeplatają się z ulicznymi artystami i spacerującymi turystami. A ty w samym środku tego gwaru siadasz w jednym z takich ogródków. Słońce opala ci twarz, obserwujesz świat, śmiejesz się, jesz, pijesz i czujesz się jak u siebie.  Potem spoglądasz na Wieżę Trynitarską, na Bramę Krakowską i myślisz sobie, że faktycznie Lublin może inspirować.



Okiennice- Starówka w Lublinie budzi w człowieku duszę odkrywcy. Bo idziesz spokojnie, podziwiasz kamienice a tu bach! jakiś gość z wąsem łypie na ciebie z okna. Patrzysz w drugą stronę- a tam jakaś babeczka filuje z balkonu...A kiedy uświadamiasz sobie, że to patent na ożywienie starych okiennic zaczynasz sam szukać, gdzie jeszcze czai się wąsaty podglądacz. I takich kreatywnie ozdobionych okien znajdujesz na Rynku całkiem sporo. Lubię to, popieram i chciałabym zobaczyć w innych polskich miastach.





Sztuka uliczna w Lublinie- Jeśli ktoś czyta mojego bloga, to wie, że jestem entuzjastką wszelkiej sztuki ulicznej. Zawsze tropię jakieś murale, bohomazy czy graffiti, bo uważam, że ich autorzy to artyści wrażliwi, którzy nadają miastu autentyczny klimat. W Lublinie znalazłam kilka fajnych ulicznych dzieł, które możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej. Niestety nie widziałam murali, które najładniejsze są podobno na ulicach Narutowicza, Lipowej i Targowej.


Trolejbusy- Lublin to obok Gdyni i Tychów ostatnie miasto polskie, po którym jeżdżą jeszcze trolejbusy. Stojąc na światłach i obserwując jadący trolejbus, odbyłam z moim kolegą filozoficzno -absurdalną rozmowę na temat komunikacji miejskiej. Zanim zaświeciło nam zielone, wysnuliśmy tezę, że trolejbus to taki ubezwłasnowolniony autobus. Auto na prąd, które niby jedzie, gdzie chce, a tak naprawdę nie tam gdzie chce, tylko tam, gdzie mu każą. Los spętanego kablami trolejbusa tak mnie zasmucił, że resztę drogi odbyłam w ciszy.


Lublin śpiewająco- Do tej pory muzycznie Lublin kojarzył mi się głównie z Haliną Mlynkovą która chciała, żeby w kinie w Lublinie i do tego w swetrze ktoś ją kochał. A tu proszę ! Przyjeżdżam i czego się dowiaduję? A no, że z Lublina pochodzi Urszula, nieśmiertelna Beata Kozidrak, Zbigniew Hołdys, Krzesimir Dębski, Krzysztof Cugowski oraz jego zjawiskowo piękni synowie, a także Bogdan Łazuka i Piotr Szczepanik. Taka sytuacja proszę ja Was!


Lublin filmowo- Jak już się nasłuchamy polskiej muzyki koniecznie trzeba spojrzeć na miasto oczami filmowca. Bo trzeba wam wiedzieć, że Lublin bardzo często występuje w filmach oraz serialach. Czasem stare miasto "udaje" Warszawę, Wilno a nawet Paryż. W Lublinie dzieje się akcja filmów „Chopin – pragnienie miłości” Jerzego Antczaka „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana czy też "Kronika wypadków miłosnych” Andrzeja Wajdy.

Jak to jest z tym kinem w Lublinie-Przepełniona muzyczno-filmową atmosferą miasta, postanowiłam iść na całość i zażyć nieco kultury- a co! Udałam się więc nic z gruchy ni z pietruchy do pobliskiego Multikina na seans filmowy. Wydarzenie to nauczyło mnie, żebym już nigdy więcej nie sugerowała się gustem filmowym mojego kolegi, tylko zdała się na własną intuicję. Film "Noe wybrany przez Boga"- bo o nim będzie mowa, to właściwie nic innego jak efekciarska produkcja o niczym. Ciężko mi było wyłapać pomiędzy uduchowionym Russellem Crowe, płaczącą Emmą Watson, a dziwnymi stworami, których za cholerę nie pamiętam z Biblii, co stanowiło sens tej opowieści. Wyszłam lekko skołowana i odurzona zapachem popcornu, którego dzielnie sobie odmówiłam, bo przecież jestem na diecie.


Krakowskie Przedmieście- Główna ulica miasta przerobiona na reprezentacyjny deptak i mój ostatni przystanek w Lublinie. Zwieńczona Bramą Krakowską, która niczym szafa w Narnii strzeże przejścia na stare miasto. Spacerowałam nią w późnych godzinach wieczornych, obserwując jak panie z owianego złą sławą klubu nocnego nagabywały niewinnych chłopców, jak bezdomny pan spał wewnątrz monitorowanego bankomatu, jak muzyk przygrywał na flecie, a  pani kwiaciarka próbowała wcisnąć pewnemu jegomościowi bukiet kwiatów, który oburzony prychnął  "nie mam kobiety to po co mi te kwiatki?, sam sobie mam je kupić?". Potem pochłonęłam sushi i ruszyłam w podróż powrotną, mając w głowie przeświadczenie, że pod każdym względem Lublin jest super:)


 




Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger