poniedziałek, kwietnia 15, 2013

I Bóg stworzył Porto.



Porto zajmuje jedno z czołowych miejsc w rankingach miast, które każdy człowiek powinien w swoim życiu zobaczyć. Usytuowane nad samym oceanem miasto żeglarzy, wina, pysznego jedzenia i wspaniałej architektury zauroczyło mnie do tego stopnia, iż ciężko mi było uwierzyć, że Henryk Żeglarz tylko odkrywał i odkrywał nieznane lądy, a nie skupiał się na pięknie swojego rodzimego skarbu. Zapewniam was, że kiedy wasza stopa stanie na rozgrzanym bruku starego Porto, że w tych wszystkich albumowych rankingach, to właśnie Porto jest tym najpiękniejszym miejscem na  Ziemi. Mimo, że Lizbona ma podobne oddziaływanie na zmysły estetyczne, to i tak zdecydowanie Porto skradło moje serce na wieki! 

Za co pokochasz Porto?


Mosty – W Porto raczej chyba nikt ich nie palił za sobą, bo mostów jest tutaj całkiem sporo. Legendy miejskie głoszą, że pierwsze mosty powstawały z z połączonych ze sobą w poprzek rzeki łodzi i barek. Te same legendy ugruntowały również tezę, jakoby Porto było miastem o największej liczbie mostów na świecie. Nie liczyłam, ale wierzę. I oczywiście nie trudno się domyślić, że jedną z głównych atrakcji miasta jest właśnie most:) Ale nie byle jaki bo dwukondygnacyjny. Most Ponte Luís I to ponad 3 tysiące żelaza, w których konstrukcji maczał palce sam Gustav Eiffel. Spacer czy to górą, czy to dołem dostarcza wielu niezapomnianych wrażeń. Zwłaszcza jak ogląda się najmłodszych mieszkańców Porto, którzy za drobne wsparcie finansowe skaczą w otchłań rzeki Duro z pierwszej kondygnacji mostu. Rzeka Duro jest tak samo czysta jak Wisła, zatem pozostawiam to bez komentarza:)



Ocean Atlantycki-  No niby nic. Ocean jak każdy inny:) Ale dla mnie było to pierwsze w życiu zetknięcie z takim dużym akwenem wodnym i siedząc nad brzegiem wspomnianego Atlantic Ołszyn obserwowałam surferów śmigających po falach i wierzcie mi, czułam się arcy-szczęśliwa:) Wprawdzie trochę wiało, a za plecami straszyły kominy z fabryki, ale i tak nic nie przeszkodziło w kontemplacji piękna wspomnianego akwenu. W końcu nie codziennie ogląda się drugi co do wielkości ocean na Ziemi.



Niech Duch Święty czuwa nad pieniędzmi czyli bank nie z tej ziemi- Bank Espirito Santo to drugi co do wielkości bank w Portugalii i chyba jedyny na świecie o tak wdzięcznej i wzniosłej nazwie. I może to taka mało znacząca rzecz wśród cudów i dziwów portugalskiej kultury, ale jak nie tutaj nie mieć ducha ( czy duszy) na ramieniu, jak w Porto jest tyyyyle do kupienia, a bankomat Espirito Santo cudownie nie pomnaża oszczędności na koncie:)




Piwo Super Bock - Co będę dużo pisała. Piwo Super Bock jest super! Jedno z lepszych piw, jakie piłam w swym życiu, a wypiłam ich całkiem sporo. Wprawdzie Portugalczycy słyną raczej z produkcji wina, niż piwa, ale Super Bock prosto z lodówki, podany w ciepły, słoneczny dzień w uroczej portugalskiej knajpce pozwala na pełną akceptację i zrozumienie tego drobnego niuansu.




Francesinha- Budząca grozę oraz siejąca panikę wśród dbających o linię kultowa kanapka to obowiązkowy punkt programu podczas wizyty w Porto. Sprzeczne są ustalenia co do pochodzenia tego dania. Jedni mówią, że pojawiła się w kuchni Porto wraz z przybyszami z Francji, a inni, że wymyślona została przez rybaków, którzy spędzając długie godziny na wodzie musieli coś pożywnego zjeść. A pożywne to jak jasna cholera! Porcja tej olbrzymiej kanapki z kilkoma rodzajami mięs, zapieczona pod toną żółtego sera i oblana gęstym sosem piwnym to „zaledwie” 1000 kcal. Od samego patrzenia podnosi się nam poziom złego cholesterolu we krwi, ale jest taka pyszna. Więc czymże jest lekko zaokrąglony wałek na brzuchu w obliczu kulinarnych rozkoszy?:)




Kogut- Myślę Portugalia, widzę koguta. Zwierzę obecne jest na każdej możliwej widokówce, w każdym przewodniku, na każdej pamiątce. Według legendy to małe stworzenie uratowało galicyjskiego pielgrzyma przed powieszeniem i dzięki -że tak powiem- zmartwychwstaniu (po uprzedniej, dość mocnej obróbce cieplnej) kogut stał się ludowym bohaterem. Mimo że staram się nie ulegać tandetnym pamiątkom w podróży, dzielnie przemycałam dwa dorodne gliniane koguty w plecaku. Tak jakoś wzruszył mnie jego los.



Azulejos-Majstersztyk portugalskiej sztuki. Kolorowe płytki, czy też kafelki, którymi z powodzeniem można by sobie wyłożyć łazienkę w domu, są naprawdę arcydziełem zdobnictwa i tworzą niepowtarzalny urok miasta. Moda na Azulejos (nie potrafię tego wymówić po portugalsku- przegrywam z nadmiarem „ż i sz” ) przyszła do Portugalii z Hiszpanii i dzięki sztuce Islamu bardzo się rozpowszechniła. Malowane kolorem żółtym niebieskim i białym, ukazywały motywy arabskich kobierców, sceny biblijne, kwiaty, ludzi, zwierzęta. Wszystko odzwierciedlone na małej, kwadratowej płytce. Porto dosłownie tonie w tych niebieskich kwadracikach. Kościoły, sklepy, mury, obiekty użyteczności publicznej- zawsze gdzieś jakaś płytka pisze swoją historię.



Porto i slumsy- Porto jest rajem dla takich maniaków starych i ciasnych ulic. Gdziekolwiek się nie skręci, w którąkolwiek ulicę się nie zboczy- zawsze znajdzie się jakąś perełkę. A to brudne obszarpane dzieci grzebiące w chodnikowych płytach, a to podejrzanego typa siedzącego na schodach, wiszące pranie nad głową, obdrapane ściany, obsikane mury i starych ludzi w oknach. Jak dla mnie bajka:) Wprawdzie nie zaleca się zapuszczania samemu w co ciemniejsze zaułki miasta, ale ja zaryzykowałam (co prawda w dzień, więc żadna ze mnie bohaterka) i było to jedno z ciekawszych slumsowo- podróżniczych odkryć:)



Mieszkańcy Porto- Kiedy przyjechałam do Porto, od razu zostałam uświadomiona, że mieszkańcy tego miasta to ludzie dość specyficzni. Bez totalnego obciachu i krępacji  gapią się na człowieka i niespecjalnie należy się tym przejmować oraz nadmiernie oburzać. Myślałam sobie ee tam gapią...Ale wystarczyło ruszyć na spacer po mieście żeby przekonać się że to jednak prawda:) I nie że tak patrzą dyskretnie z tzw przyczajki (jak to zazwyczaj każdy z nas robi). Potrafią się zatrzymać na środku ulicy i lampić zupełnie na luzaka. Odprowadzają cię wzrokiem do sklepu, patrzą co kupujesz, lustrują w co się ubrałeś. Jak idziesz za kimś, to potrafią się zatrzymać i patrzeć. Po powrocie do Polski stwierdziłam,że naszym osiedlowym babciom sporo jeszcze brakuje w sztuce inwigilacji człowieka.


Vila Nova de Gaia i piwnice pełne wina- Miasto po drugiej stronie Porto za sławetnym mostem pełni właściwie funkcję przedmieścia Porto, mimo że jest zupełnie niezależne. Jest rajem dla dyskretnych winoholików i zmorą dla anonimowych alkoholików. Najlepiej przyjść tutaj pieszo, bo gwarancją jest, że nikt nie wyjdzie stąd trzeźwy. Vila Nova de Gaia to główny ośrodek produkcji wina Porto. Działa tutaj około 80 niezależnych producentów wina, a zwiedzanie piwnic winnych połączone z degustacją trunków jest jak prezent od św. Mikołaja! Co roku transporty wina z Doliny Douro rozlewane są do dębowych beczek, a dzięki procesom mieszania, leżakowania, dojrzewania tworzy się trunek doskonały. A jak jeszcze po degustacji usiądziemy nad brzegiem rzeki i będziemy patrzeć jak na tle tradycyjnych barcos rabelos wypełnionych beczkami odbija się panorama całego Porto, stwierdzimy, że jeżeli Bóg stworzył raj to jest on właśnie tutaj. 














Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger