niedziela, marca 04, 2018

Neapol- najbardziej rozkrzyczane miasto Włoch


Kazimierz Przerwa-Tetmajer napisał kiedyś, że woli polskie gówno w polu, niż fiołki w Neapolu. Ponieważ lubię testować i sprawdzać różne tezy na własnej skórze, kupiłam bilet i ruszyłam na poszukiwanie neapolitańskich fiołków. O mamo, co to miasto robi z człowiekiem! Zobaczyć go i umrzeć to propozycja dla mięczaków! Neapol trzeba kochać z całego serca i kropka. Położone u stóp drzemiącego Wezuwiusza miasto, pełne jest kontrastów i dosłownie tonie w kakofonii dźwięków i ohydnych zapachach. Na mnie podziałał już od pierwszej sekundy, kiedy zgubiłam się w ciasnych  i brudnych uliczkach, szukając swojego hostelu. Zrobił ze mną to, co robią Włosi z naiwnymi dziewczętami- uwiódł i pozostawił w nienasyceniu. Totalnie oczarował tym swoim chaosem, trąbiącymi klaksonami i wonią świeżego prania pomieszaną z fetorem śmieci, która wypełniała wszystkie zakamarki w mieście. Goethe pisał, że "wybacza wszystkim, którzy w Neapolu odchodzą od zmysłów. Moje zmysły również oszalały i  wiem, że będą chciały tam wkrótce wrócić! Co sprawia, że to najbardziej rozkrzyczane miasto Włoch tak działa na człowieka? 


Co warto zrobić w Neapolu? 


Ruszyć szlakiem kapliczek- Neapol to ojczyzna kapliczek. Zdobią wejścia domów, rogi kamienic, restauracje i sklepy. Znajdziemy w nich karteczki z modlitwami i prośbami wiernych, figury Chrystusa, Matki Boskiej a także.....zdjęcia i popiersia Diego Maradony. Niektóre kapliczki są urzekająco kiczowate, ale trzeba przyznać, że tworzą niezwykły klimat, zwłaszcza wieczorem, kiedy wszystkie mienią się światłem żarówek lub świec. Tropiłam je chyba bardziej, niż streetartowe malunki. Ogromnie polecam przyjrzeć się ich detalom i zdobieniom. Niektóre są tak upiornie, że nawet dreszcze boją się wam przebiec po plecach.







Zrozumieć kult Diego Armando Maradony- Neapol to miasto, w którego żyłach płynie czysta miłość do futbolu. Dla nich to nie tylko zwykłe bieganie za piłką kilkunastu spoconych facetów, a prawdziwy wyraz patriotyzmu. Drużyna piłkarska Neapolu jest otoczona niemal czcią, a każda rozgrywka jednoczy miasto w jeden wielki sportowy organizm. Przełomowym wydarzeniem był transfer Diego Maradony z FC Barcelony do SCC Napoli, za skromne piętnaście miliardów lirów. Maradona rozpoczął pasmo sukcesów drużyny (dzięki niemu SCC Napoli zdobyło dwa razy Mistrzostwo Włoch) i po dziś dzień uważany jest za prawdziwego bohatera i Boga futbolu. Można to odczuć zaglądając do barów ku jego czci, sklepów z pamiątkami, świętych kapliczek i szukając streetartowych obrazów z jego podobizną.








Przejechać się metrem- Stacje metra w Neapolu to prawdziwe dzieła sztuki. Pan w hostelu z dumą opowiadał mi, że ich metro jest najpiękniejsze w Europie i koniecznie muszę przejechać się od stacji do stacji, a wtedy będę wiedziała o czym mówi. Faktycznie- metro w Neapolu jest po prostu super! Warto podjechać na stację Toledo, której futurystyczny dizajn wydobywa z naszych trzewi głośne "O rety, ale ładnie!". Dwa razy robiłam podejście do metra, bo w pierwszym dniu pobytu, neapolitańska komunikacja miejska postanowiła strajkować. Fajna jest też stacja główna- Garibaldi, w której schody wydają się nie mieć końca!




Wspiąć się na Zamek św. Elmo- Mimo, że nasze łydki mogą mieć nam to potem za złe- warto wybrać się na małą wspinaczkę do zamku Castel Sant' Elmo, który oferuje przepiękne widoki na całą Zatokę Neapolitańską oraz górujący nad miastem wulkan Wezuwiusz. Kiedyś było tutaj więzienie, dzisiaj jest to jeden z najlepszych punktów widokowych w mieście. Widać też stąd wyspy Capri i Procidę, można spotkać Bukę z "Muminków" najeżoną kolcami, a także zadumać się nad losem naszej ludzkości, kiedy drzemiący pod Neapolem superwulkan Campi Flegrei zdecyduje, że czas się wybudzić...


Zjeść pizzę - Margherita to dla mnie fenomen kulinarny, który starałam się zrozumieć, wkładając do ust kolejny, tłusty i tonący w serze oraz pomidorach kawałek ciasta. Jak to możliwe, że pizza składająca się z trzech prostych składników może tak obłędnie smakować? Tajemnica tkwi w krótkim pieczeniu, do którego używa się pieca opalanego drewnem. Wszystkie składniki dosłownie pływają na cieście, które nie jest ani za cienkie, ani za grube- po prostu idealne. Pizza w Neapolu jest ogromna. Tak ogromna, że nawet ja- ta, która pochłania wszystko, w każdych ilościach, miałam problem aby ją zjeść...Ale nie myślcie sobie- uratowałam honor ojczyzny i mimo braku miejsca w żołądku- zjadłam wsio. Do dziś moja oponka jest tym faktem niezmiernie zachwycona, a ja już zawsze będę posiadaczką obłych kształtów.





 Zobaczyć neapolitański streetart- Sztuka ulicy w Neapolu jest równie nieokrzesana i krzykliwa jak całe miasto. Dużo w niej niezrozumiałych obrazów i przekazów,  politycznych haseł, radosnych penisów i kolorowych symboli miasta. Mimo, że lubię się doszukiwać głębszego wyrazu w sztuce, niektóre graffiti były dla mnie totalnie pozbawione sensu. Niemniej w tym braku sensu była jakaś dziwna harmonia, która sprawiała, że nawet zwykłe akty wandalizmu, jakoś tak mi spójnie grały ze ścianami budynków i walającymi się gdzieniegdzie śmieciami.














Zakochać się w Quartieri Spagnoli- Lubicie  zaplątać się czasem w wiszące sznury prania nad głową, wejść w gwar miasta i poczuć jego puls? Jeśli tak, to to miejsce z pewnością skradnie wasze serca! Zbudowana niegdyś dla wojsk hiszpańskich dzielnica, uważana jest za jedno z niebezpieczniejszych miejsc w Neapolu gdyż znajduje się w sferze intensywnych działań włoskiej mafii- camorry. Z drugiej strony- to właśnie tutaj bije serce Neapolu. Pachnie świeżym praniem, z okien wysokich kamienic unosi się zapach domowego obiadu, a gdzieś w oddali słychać pokrzykiwania ze straganów pełnych owoców i warzyw. Na stromych schodach grupa dzieciaków gra w piłkę, dwie wiekowe panie siedzą na składanych krzesłach przed drzwiami domu i żywo  dyskutują, a z bocznej uliczki wypada z impetem skuter, którym kieruje starszy facet, w zawadiackim kaszkiecie. Jak dla mnie - Neapol zaczyna smakować właśnie w tym miejscu.

















Zgubić się w Centro Storico- Centro Storico w Neapolu to miejsce, gdzie w ciasnych uliczkach i  zaułkach można podpatrzeć jak funkcjonuje handel w Neapolu. Oprócz mnóstwa przytulnych kafejek, pełno tutaj sklepów i warsztatów rzemieślnicznych, w których powstają rzeczy absolutnie niezwykłe. Przede wszystkich wytwarza się misternie rzeźbione elementy do neapolitańskich szopek, maluje obrazy i sprzedaje białe kruki w niezliczonych antykwariatach. Między witrynami sklepów rozkładają się stoły z antykami, uliczni artyści zaczynają swoje przedstawienia, a wszystko to tonie w dźwiękach klaksonów przejeżdżających co chwilę skuterów. Czasem mijających się dosłownie na lusterka....Historyczne centrum Neapolu jest największe w Europie, liczy ok 1700 hektarów więc warto zabrać ze sobą wygodne buty i się po prostu poszwendać.





















Spotkać Pulcinella - Neapol ma kilka charakterystycznych symboli, z których jeden jest żywcem wyciągnięty z filmów grozy:) Ukryta pod czarną maską postać pajaca z wielkim nochalem i w białych falbankach, jest tak upiorna, że z powodzeniem może straszyć na Helloween:) Pulcinella jest  dosłownie wszędzie- w formie pamiątek, pomników, street artu i ozdób witryn sklepowych. Przeczytałam w przewodniku, że ma również swoją dewizę "czego wy życzycie mnie, tego ja podwójnie życzę wam". Polecam więc kupować Pulcinella  z samymi życzliwymi myślami:)




Zrozumieć ideę "kawy zawieszonej" w kawiarnii Gambrinus- Kawiarnia Gambrinus to nie tylko najstarsza kawiarnia w Neapolu, w której bywali Ernest Hemingway i Oscar Wilde, ale również miejsce, gdzie narodziła się idea "zawieszonej kawy", która opanowała cały świat. Na czym polega to zawieszenie kawy? Otóż w kawiarnii płacisz za dwie filiżanki kawy- swoją oraz kolejną, którą  "zawieszasz" dla kogoś, kto będzie w potrzebie. Kelner zaznacza to na tablicy w kawiarni i potem ktoś inny taką "zawieszoną kawę" może odebrać za darmo. Ten mały gest dzielenia się kawą z drugim, obcym nam człowiekiem narodził się właśnie w Gambrinusie, w 1860 roku. Polecam zatrzymać się na chwilę i wsłuchać się w to miłe syczenie ekspresów. Kawa i ciastko tutaj nie zrujnują naszego portfela, a świadomość, że może właśnie z tej filiżanki, którą trzymasz w dłoniach pił kawę Ernest Hemingway albo ktoś, komu ta kawa zrobiła miły dzień- jest po prostu bezcenne!











Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger