niedziela, marca 18, 2018

Jak ugryźć włoską Kampanię? 10 sprawdzonych pomysłów!



W końcu przeszły mi mdłości wynikające z szybkiej jazdy ostrymi zakrętami. Opanowałam panikę wynikającą z faktu, że jednak nie będę spała w Positano, tylko w wiosce oddalonej o kilka sporych kilometrów od miasta. Mocno nabrałam powietrza w płuca i powoli otworzyłam oczy. Najpierw zobaczyłam intensywny turkus Morza Tyrreńskiego, którego spienione fale rozbijały się o skaliste wybrzeże. Potem dostrzegłam kolorowe domy, które kurczowo przyczepione do stromych stoków zdawały się zaprzeczać wszelkim prawom budowlanym. Jakim cudem ktoś zbudował dom w pionowej skale? Jak wytyczono w tych stromiznach drogę? - Te myśli przelatywały mi przez głowę, kiedy raz po raz zadzierałam ją wysoko ku niebu, szukając odpowiedzi. A jak zobaczyłam promienie słońca odbijające się w zboczach gór, a potem mój lokalny autobus wijący się jak wąż na zakrętach, pomyślałam, że chyba tutaj Tolkien szukał inspiracji do tworzenia swojego Minas Tirith. Ten krajobraz jest żywcem wyjęty z innego świata. Drodzy Państwo, poznajcie Wybrzeże Amalfitańskie- miejsce cudów we włoskiej Kampanii. 



Wybrzeże Amalfitańskie i Zatoka Neapolitańska. Najciekawsze miejsca i inspiracje! 


Odwiedźcie Positano- Positano to najdroższe i najbardziej zatłoczone miasto na Wybrzeżu Amalfitańskim. W sezonie jest podobno taki ścisk, że nie można oddychać, a plaża tonie w leżakach i ludziach spragnionych włoskiego Dolce Vita. Moje styczniowe Positano było wyludnione i zamknięte na cztery spusty, a po ulicach hulał wiatr. Od czasu do czasu pojawiał się jakiś autobus z turystami, którzy rozczarowani zamkniętymi sklepami i restauracjami uciekali dalej. Brak ludzi wyostrza zmysły. Człowiek dostrzega tak wiele rzeczy, które  zwykle nikną w tłumie. Detale na drzwiach, mozaiki na podłogach, uśmiech pani na straganie sprzedającej mandarynki albo radosne Buongiorno od miejscowych "ławeczkowiczów", którzy okupują wejście jedynego sklepu w wiosce i dla których jesteś kosmitą o tej porze roku. Warto tu przyjechać poza sezonem, bo miasto pokaże swoje oblicze z perspektywy ludzi i ich codzienności, a nie wielkiej turystycznej machiny. Jeśli ktoś szuka autentyczności miejsc, na bank znajdzie ją tutaj w zimie.





Wypijcie kawę w Bar Internazionale- Jeśli na Wybrzeżu Amalfitańskim istnieje centrum ogarniania wszechświata, to zdecydowanie swoją siedzibę ma w Bar Internazionale. Nie wiem w czym tkwi fenomen tego miejsca, bo i kawa podła i kanapki nieświeże, ale atmosfera tu panująca każe przymknąć oko na te niedogodności. Przy tym budynku krzyżują się wszystkie drogi włoskiego świata. Lokalsi przyjeżdżają skuterami na piwo, panowie z budowy czekają na swój transport do pracy i przyłączają się do tych od skuterów, a policjanci wpadają na kawę (za którą płacą dwa razy mniej niż turyści). Przy stolikach siedzą babcie w wełnianych spódnicach i o czymś zawzięcie dyskutują nad rozłożoną gazetą, a dwaj leciwi dżentelmeni grają w szachy. Między stolikami kręcą się zdezorientowani turyści, czekający na autobus, który zabierze ich w dalszą drogę. Wchodzisz do tego ula i próbujesz zamówić kawę. Zderzasz się w jednej chwili z włoskim temperamentem i arogancją. Jeden sprzedawca posyła ci przyjazny uśmiech, a drugi od niechcenia podaje ci letnią i ohydną kawę w plastikowym kubku, bo w jego ponurej twarzy rysuje się oczywista i niema informacja do ciebie- nie zasługujesz na porcelanową filiżankę. Kasuje cię jak za woły i ponagla do wyjścia. Wychodzisz trochę wkurzony ale rozbawiony i zakochany po uszy w tym miejscu:) Musicie tam zajrzeć, po prostu musicie:)





Przejdźcie się drogą ku słońcu- Wybrzeże Amalfitańskie spina w całości droga krajowa, którea ciągnie się od Sorrento aż po Salerno i uważana jest za jedną z najpiękniejszych na świecie. Liczy zaledwie 50 km ale za to jakich! Aby je przejechać trzeba nam odwagi i sporej odporności na stresujące sytuacje, bo to, co wyczyniają kierowcy lokalnych autobusów mrozi krew w żyłach! Mijanki na lusterka, szalone lawirowania między przepaściami wpadającymi prosto do morza oraz te męskie udowadniania kierowców z dwóch autobusów, który z nich jest lepszy:) Jazdy Wybrzeżem Amalfitańskim nie da się ot tak opisać, to trzeba po prostu przeżyć! A jakby mało Wam było inspiracji, zaglądnijcie jeszcze TU, gdzie moja koleżanka Malena też dodaje kilka ciepłych słów, co sądzi o tej drodze :D 





Idźcie tropem Bogów czyli trasa Sentiero degli Dei- O Panie, co to była za wycieczka! Szlak górski zwany "ścieżką Bogów" to najbardziej malownicza trasa piesza na Wybrzeżu Amalfitańskim. Droga zaczyna się w miejscowości Bomerano, a kończy w wiosce Nocelle. Całość liczy około siedmiu kilometrów, a na jego przejście należy przeznaczyć jakieś dwie godziny niezbyt forsownego marszu, plus z dziesięć dodatkowych godzin na podziwianie widoków:) Moją trasę zaczęłam w Nocelle. Z uwagi na totalne zaćmienie umysłowe, spacer musiałam zakończyć w miejscowości Praiano, gdyż skórzane botki na obcasie nie były najmądrzejszym wyborem do tej aktywności:) Mimo, że trasa nie jest trudna to dla osób z lękiem przestrzeni - mocno do rozważenia. Szlak nie jest ubezpieczony barierkami i nierzadko wędruje się ścieżką wzdłuż przepaści. Warto jednak wygospodarować jeden dzień na taką wycieczkę bo widoki rekompensują wszystko- nawet niewyjściowe obuwie:) 










Zobaczcie zachód słońca w Ravello- Ravello ze swoimi ogrodami oraz malowniczo położoną Villą Rufolo jest najczęściej wybieraną miejscówką na zdjęcia ślubne wśród włoskich par. Każdy chce mieć tutaj sesję, ba! najlepiej całą ceremonię:) Z ogrodów rozciąga się widok na bezkresne morze, dymiącą od czasu do czasu Etnę i pobliskie wzgórza usiane kolorowymi domami. Zachód słońca jest tak bajkowy, że ciężko się nasycić tym widokiem. A jak nie ma wokół nikogo, to magia tego miejsca jeszcze bardziej się potęguje. I mają tu najpiękniejsze posadzki na całym Wybrzeżu:)









Rozczarujcie się Sorrento- Ta brama do Wybrzeża Amalfitańskiego w porównaniu do swoich koleżanek ma tak niewiele zachwytów do zaoferowania, że ciężko jest zrozumieć jej fenomen. Mnie ujął widok na Wezuwiusz i ciasna uliczka odchodząca w bok od głównego placu. Całość wydała mi się jednak strasznie nieociosanym klockiem, który został naprędce stworzony pod masowego turystę. Mimo, że miasto było wyludnione, ciężko było odnaleźć jego duszę. Jakby gdzieś się zagubiła między gajami cytrusowymi. Niemniej dajcie sobie  czas na "Krainę szczęścia świętą" i sprawdźcie czy warto zostać w Sorrento.






7. Zgubcie się w uliczkach Amalfi- Amalfi to niewielkie miasto, którego sieć wąskich i ciasno oplatających starówkę uliczek z miejsca was zauroczy. Już od strony wybrzeża uwagę przykuwa dzwonnica katedry św. Andrzeja mieniąca się tysiącem kolorów. Zanim jednak do niej dotrzecie- wdrapujcie się na wszystkie wysokie schody, potem schodźcie jeszcze bardziej stromymi stopniami do niebotycznie wąskich zaułków aby na końcu stanąć przed katedrą i zachwycić się jej fasadą. Gdyby nie to, że w Kampanii moje serce zostało gdzie indziej, Amalfi zajęło by pierwsze miejsce wśród najpiękniejszych miejscówek, które odwiedziłam w całym swoim życiu:)





8. Wypijcie Limoncello- Jak Włoch dostaje od losu cytrynę to ku przerażeniu życiowych couchów nie robi z niej lemoniady tylko ściąga z niej skórkę i produkuje Limoncello- likier, którego tylko nasza polska home-made cytrynówka bije na głowę:) Świetnie działa na trawienie (po ciężkiej pizzy wchodzi jak zły) i jest przecież taki zdrowy:D Taka niewinna kombinacja skórki cytrynowej, alkoholu i wody potrafi wprowadzić człowieka w stan, o którym nie śniło się nawet filozofom. Warto zadać sobie trochę trudu i poszukać dobrego Limoncello w zwykłych spożywczakach, bo te sprzedawane w sklepach z pamiątkami niezbyt dużo mają wspólnego z tym kultowym likierem. W Sorrento i Amalfi znajdują się małe, rodzinne wytwórnie tego trunku. Koniecznie zapukajcie do ich drzwi, a zwykła cytryna nie będzie już dla was takim pospolitym cytrusem. 




9. Popłyńcie na wyspę Procida- To właśnie tutaj, na tej małej wyspie w Zatoce Neapolitańskiej zostawiłam serce. To jest tak niesamowite i tak bardzo cudowne miejsce, że na samo wspomnienie już się chcę pakować i znowu tam jechać! Życie toczy się tu niespiesznie, między jedną kawą z cornetto, a drugą. Uliczki są tak ciasne, że piesi muszą walczyć o swój kawałek drogi ze skuterami i samochodami. Czasem trzeba się było dosłownie przyklejać do ścian budynków żeby nie zostać rozjechanym. A jak dodamy do tego świeże owoce morza serwowane w filmowej knajpie, kolorowe domy, jeszcze bardziej kolorowe łodzie, rybaków pozdrawiających cię z plątaniny sieci do połowów ryb, pachnące pranie wiszące między budynkami, głośne klaksony starych skuterów i malownicze zakamarki- mamy gotowy przepis na swoje miejsce na ziemi:) A wszystko to zaledwie 40 minut  drogi promem od Neapolu!




















10. Odwiedźcie Pompeje- Położone na południe od Neapolu ruiny miasta Pompeje, rozbudzają wyobraźnię wszystkich entuzjastów archeologicznych wykopalisk. Mimo, że z archeologią mam wspólne tylko to, że chciałam aby Indiana Jones został moim mężem, to historia tego miejsca żywo mnie poruszyła. Górujący w oddali Wezuwiusz, który pochłonął Pompeje w sierpniu 79 r n.e nadaje temu miejscu niepokojący nastrój. Jak człowiek zacznie sobie wizualizować, ze mieszkańcy Pompei zostali zaskoczeni jego eksplozją i na zawsze pozostali na ziemi, po której właśnie stąpamy to ciarki przechodzą po plecach...Na Pompeje trzeba sobie zarezerwować dobrych kilka godzin aby na spokojnie zaglądnąć w każdą uliczkę. Największą atrakcją wśród chichoczących turystów jest (nie wiedzieć czemu) dom publiczny tzw Lupanare. W jego wnętrzu zachowały się malowidła z pozycjami seksualnymi, które w moim odbiorze wymagają kręgosłupa raczej z gumy:D Zaglądnijcie też koniecznie do amfiteatru rzymskiego, gdzie znajdziecie fajną wystawę poświęconą zespołowi Pink Floyd, który w 1971 roku dał tu koncert bez udziału widowni. 

















Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger