czwartek, stycznia 18, 2018

Lwów- jedź i po prostu Lviv it!


Ciężko jest stwierdzić, w którym momencie Lwów wwierca się człowiekowi w mózg tak bardzo, że nim jeszcze się wyjedzie z Lwowa, już chce się do niego wracać. Magia Kresów działa na każdego - labirynty ulic na starówce, kamienice pełne historii, pyszne jedzenie i aromatyczna kawa to zaledwie niewielki procent tego, co zastaniemy w tym mieście. Jesienny wyjazd był moją drugą wizytą na lwowskich ziemiach. Pierwszej nie za bardzo pamiętam, gdyż nadarzyła się przy okazji kursu pilota wycieczek, a wtedy bardziej kontemplowałam urodę męskiej części kursantów, aniżeli zabytków (ech, te młodzieńcze burze hormonów). Teraz odwiedziłam Lwów w pełni świadoma jego potencjału  i z otwartymi nań oczami. Co ciekawego udało mi się zobaczyć i co gorąco Wam polecam? O tym słów kilka poniżej. 

Najciekawsze miejsca i doświadczenia we Lwowie 


Bukiniści- Targi staroci niezmiennie mnie fascynują. Podglądanie, co ludzie gromadzą w domach i odkrywanie historii ukrytych w sprzedawanych przedmiotach to jak zaglądanie do duszy miasta. We Lwowie przy pomniku Iwana Fidorowa, na tyłach kościoła Dominikanów, codziennie zbierają się bukiniści, którzy sprzedają książki, monety, stare pocztówki i czasopisma. Istna gratka dla fanów antyków. Takich miejsc nie sposób nie uwielbiać więc buszujcie do woli w starociach, a zobaczycie jak bardzo Was to wciągnie! Moi towarzysze nabyli modlitewnik sprzed 1900 roku za szaloną cenę 5 PLN. Warto jednak zachować umiar w kupowaniu, gdyż przy dużej ilości wywożonych przedmiotów, można zostać poproszonym podczas kontroli granicznej o ich zwrot.











Podwórze Porzuconych Zabawek (Dwir Zagublenyh Igraszok)- Znajdujący się przy ulicy  Kniazia Lwa 3 zaułek jest wprost idealnym podkładem do horrorów o nawiedzonych miejscach. Porzucone tutaj zabawki są tak dziwnie przerażające, że robiąc im zdjęcia miałam wrażenie, iż zaraz w oknie pojawi się mały chłopczyk, który będzie szeptał I see dead people, a któraś z zabawek zacznie odwracać do mnie głowę i mrugać. Niepokojącą atmosferę podkręcały nieludzko padający deszcz i lodowaty wiatr. Ktoś, kto wpadł na pomysł tego miejsca, musi bankowo mieć swoją ciemną stronę mocy.






Autobusy i tramwaje lwowskie- O Panie, to jest dopiero przygoda! Koniecznie, ale to koniecznie należy przejechać się tramwajem we Lwowie. Bilet kosztuje ok 60 groszy, a wrażenia-absolutnie bezcenne. Jako socjolog z wykształcenia byłam zafascynowana tworzeniem się mikrospołeczności kolejkowych w tramwajach. Przywódcą był zawsze ten, kto stał najbliżej okienka motorniczego. Do niego, przez cały tramwaj podawano z ręki do ręki hrywny, za które kupował bilety, a następnie tą samą drogą przekazywał zakupy wraz z ewentualną resztą. Identyczny los spotykał kogoś, kto stał przy kasowniku, gdyż do niego wędrowały owe bilety do skasowania. A, że same kasowniki stanowią spore wyzwanie logistyczne, rola była zaiste odpowiedzialna. Raz sama dostąpiłam zaszczytu bycia "obsługiwaczem" takiego kasownika. Zajęło mi to wprawdzie całą drogę ale wszyscy w tramwaju byli zadowoleni, to i ja się cieszyłam wraz z nimi :) Totalny must do we Lwowie!






Lwowski streeart- Tropienie streeartu we Lwowie było dla mnie przeżyciem podwójnie wspaniałym, gdyż w poszukiwaniu ściennych bohomazów zawsze trafiałam w gratisie na jakieś cudowne posadzki:) Lwów ma to do siebie, że wystarczy uchylić drzwi przypadkowej kamienicy lub wejść do pierwszego lepszego podwórka, a znajduje się prawdziwe skarby! Z dumą muszę przyznać, że moi towarzysze drogi troszku wkręcili się we wspólne poszukiwania streetartowo-posadzkowej działaności w mieście, dzięki czemu trafiliśmy na takie okazy jak poniżej. Kto jeszcze nie lubi sztuki ulicznej, wielce polecam zmienić zdanie, bo to sztuka najfajniejsza w swojej prostocie, a we Lwowie rozwija się całkiem dobrze.


















Kamienice i posadzki-  We Lwowie każda kamienica jest intrygująca w swojej urodzie. Mimo, że niektóre są zaniedbane i opuszczone, to i tak zachwycają swoimi misternymi zdobieniami, balkonami i wewnętrznymi dziedzińcami. Historia Lwowa to mieszanka kilku narodowości które ukształtowały architekturę i kulturę tego miasta, więc jest co odkrywać i podziwiać. Za mosiężnymi drzwiami kamienic przenikają się światy Polaków, Ukraińców, Rosjan, Ormian, Niemców i Żydów. Miasto to jeden wielki antykwariat, z którego nie chce się wychodzić. A do tego wszystkiego jeszcze te cudowne klatki schodowe ze skrzypiącymi schodami i kolorowymi posadzkami! Nie było chyba budynku, do którego nie próbowałabym wejść. Zapuście się w te brukowane ulice i niech historia Lwowa sama Was niesie!






Kasyno Szlacheckie we Lwowie- Zdecydowanie najpięknieszy budynek w całym Lwowie. Moim zdaniem bije na głowę nawet słynną Operę Lwowską. To w tym miejscu bawiła niegdyś cała śmietanka Galicji. Kasyno powstało na wzór klubów, w których przebywać mogli tylko arystokraci. Tutaj balowano, dyskutowano o polityce, wystawiano sztuki teatralne i pito szampana z fontanny (!!). Poszukiwania tego miejsca w deszczu i ogólnych zimkach skończyły się wizytą na komisariacie Policji, gdyż mapa poprowadziła nas pod ten właśnie adres:) Pan policjant nie dał się przekonać, że siedzi w zabytkowym budynku i szczerze mówiąc, nie bardzo wiedział, o co nam chodzi. W drugi dzień poszło nam już lepiej, ale kiedy chcieliśmy wejść do Kasyna, zostaliśmy odprawieni przez pana ciecia, który nie chciał nas wpuścić do środka. Ponieważ jestem typem walecznym i nie poddaję się tak łatwo, musiałam troszku pomęczyć panu cieciowi bułę oraz wymienić kilka polsko-ukraińskich tulasków. Pan wpuścił nas dosłownie na 5 minut, a potem kazał opuścić budynek. Mimo, że krótko to i tak było pięeeeeeknie !



Rynek Starego Miasta i Ratusz- Sercem miasta jest Rynek, którego otacza 45 przepięknych kamienic, cztery studnie- fontanny, a całość wieńczy sporych rozmiarów Ratusz. W tym miejscu znajdziecie najlepsze miejscówki na kawę i piwo, posłuchacie hejnału granego z ratuszowego okna w  pokoju 101, a dla tężyzny fizycznej, pokonacie 350 schodów aby wspiąć się na 65 -metrową wieżę widokową w Ratuszu. Każdy zakątek na Rynku kryje w sobie echa dawnej świetności miasta. Niemal słychać odgłosy defilad Józefa Piłsudskiego, a w budynku starej apteki czuć zapachy dochodzące z dawnego laboratorium alchemicznego. Po lwowskim rynku można spacerować bez przerwy i za każdym razem coś innego zwróci naszą uwagę- jak nie portal drzwi, to stare szyldy sklepowe, albo intensywny aromat kawy z którejś z pobliskich kawiarni.















Cmenarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich- Cmentarz Łyczakowski to jeden z najważniejszych cmentarzy polskich oraz jedna z najstarszych nekropolii w Europie. Na obszarze 42 hektarów znajduje się przeszło siedem tysięcy zabytkowych grobowców i posągów. Wśród nich znajdziemy groby Polaków zasłużonych dla polskiej kultury i nauki jak Maria Konopnicka, Gabriela Zapolska czy Stefan Banach. Częścią nekropolii łyczakowskiej jest Cmentarz Orląt Lwowskich, na którym spoczywają polegli w walkach polsko-ukraińskich o Lwów. Do roku 1971 cmentarz dewastowano, grabiono, aż ostatecznie zrównano z ziemią. Dopiero po 1989 roku odbudowano zniszczenia. Rzędy białych krzyży ciągnących się po horyzont robią raczej przygnębiające wrażenie i wprawiają w niemałą zadumę nad historią ludzi, którzy "polegli abyśmy żyli wolni".









Katedra Ormiańska- Lwów zdecydowanie świątyniami kościelnymi stoi. Ciekawostką jest, że w okresie międzywojennym Lwów był obok Rzymu jedynym miastem, gdzie działały jednocześnie trzy arcybiskubstwa- rzymskokatolickie, greckokatolickie i ormiańskie. I świątynie tego ostatniego koniecznie trzeba odwiedzić! Z zewnątrz niepozorna, wewnątrz powoduje prawdziwy opad szczęki. Ormianie przybyli do Lwowa z Ani- dawnej stolicy Armenii i na wzór katedry w Ani, zbudowali tę tutaj, we Lwowie. Malowidła, freski i kolorowe mozaiki są tak zjawiskowe, że nawet pisanie o tym, że są piękne trąci totalnym banałem. Trzeba przekonać się samemu, jak bardzo nasza dusza jest wrażliwa na sztukę sakralną.





Granica, transport i hrywna czyli  ukraińskie mecyje- Lwów oczaruje Was na pewno. Jak nie swoją historią, to mieszczańską atmosferą. Jak nie atmosferą to pyszną kuchnią i mocną kawą. Jedno jest pewne- jak już raz tu przyjedziecie będziecie chcieli wracać -chociażby po smaki i zapachy, które opiszę Wam w kolejnym poście. Zanim jednak wybierzcie się do Lwowa, rozważcie sposób, w jaki się tam dostaniecie, bo historie o kolejkach na granicy bynajmniej nie są wyssane z palca. Mimo, że jechałam autobusem rejsowym, to i tak zaliczyłam pobudkę w środku nocy i koczowanie w budynku Straży Granicznej przez 2 godziny. Jak dostać się do Lwowa? Można jak ja, autobusem rejsowym z Krakowa (nocna jazda ok 6h) lub pociągiem nocnym PKP Intercity bezpośrednio z  Krakowa, Wrocławia, Rzeszowa i Warszawy. Ostatnio bardzo popularną formą dojazdu do Lwowa jest własne auto, które zostawia się na strzeżonym parkingu przy granicy w Medyce, a następnie jedzie marszrutką z pobliskiego dworca. Bilet kupuje się w kasie, a  czas przejazdu to ok 2 godzin. Skoro mowa o płaceniu, to taka mała wskazówka odnośnie kursu hrywny (UAH). Absolutnie nie wymieniajcie pieniędzy w Polsce, tylko na miejscu! Wiem, co mówię, gdyż dopiero we lwowskim kantorze odkryłam, jak bardzo dałam się zrobić w konia, we własnym kraju:) A poza tym to jedźcie i dajcie się poderwać temu miastu! Gwarantuję, że będzie to Wasza najlepsza randka w ciemno ever!


















Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger