niedziela, października 23, 2016

Łódź- miasto cegły, światła, murali i znikających wstążek



Łódź chyba u nikogo nie ma dobrych notowań. Nazywano ją kiedyś miastem tysiąca kominów, tysiąca fabryk, brudnego przemysłu i prawdziwą ziemią obiecaną dla klasy robotniczej. Wyrastające w każdej dzielnicy fabryki włókiennicze oraz przędzalnie bawełny realizowały za pomocą ciężkiej pracy tysiąca robotników kapitalizm w tej najczystszej, ale też zarazem najbardziej wrednej postaci. Kiedy przemysł włókienniczy został wykończony przez import, miasto podupadło. I taką właśnie nijaką i szarą Łódź pamiętam z czasów, kiedy spędzałam w niej niemal wszystkie wakacje. Wróciłam do niej po kilkunastu latach. Wszystko za sprawą pewnej wstążkowej instalacji, dla której pokonałam pociągiem 3,5 h drogi z Krakowa, tylko po to, żeby się dowiedzieć, iż dzień wcześniej wiatr zniszczył wszystkie wstążki, a  instalacja przeszła do historii. Rozdzierająca mnie od środka złość i rozpacz ustąpiła miejsca zachwytowi, gdyż zobaczyłam trochę inną Łódź, niż tę, którą zapamiętałam. Teraz widziałam ją oczami mieszkańców i oczami mnie samej jako dorosłej już kobiety. Od czasu do czasu zeszłam z utartych turystycznych ścieżek i odkryłam, że to miasto ma w sobie tę "różnorodność żywiołu, brak wszelkich szablonów i rozpatrywania instynktów, nieliczenia się z niczym i potęgę ", o której pisał kiedyś Władysław Reymont.  Czym potrafi zainspirować Łódź? 


1. Light Move Festival-  Gdyby nie przypadkowa rozmowa ze znajomym, w życiu bym nie wiedziała, że w weekend, w który wybieram się do Łodzi będzie miała miejsce kolejna, VI edycja Festiwalu Kinetycznej Sztuki Światła. Na jeden październikowy weekend miasto po zmroku zamienia się w bajkową krainę. Tysiące świateł, na budynkach przeplatają się z wielkoformatowymi pokazami w technologii mapping 2D/3D. Na fasadach kamienic wyświetlają się artystyczne iluminacje, a na całej przestrzeni miejskiej można spotkać niesamowite instalacje świetlne, które powalają pomysłowością i innowacyjnością. Nocny spacer między świecącymi meduzami, sukienkami rozwieszonymi na drzewach i gigantycznymi grzybami dał mi  niesamowitą frajdę! Miasto dosłownie tonęło w kolorach, dźwiękach i ludziach. Nieważne, że były tłumy, ścisk, w knajpach nie można było znaleźć miejsca do siedzenia, padał deszcz i było cholernie zimno- klimat  mnie tak urzekł, że w mig  moje złamane wstążkami serce odzyskało życie:) 

Light Move Festival, Łódź 
Light Move Festival, Łódź 
2. Łódź klimatyczna- Kiedyś wszechobecna brzydota, zniszczenie i nijakość wywoływały u mnie odrazę. Będąc małą dziewczynką w różowych getrach i lakierkach, musiałam się otaczać wszystkim co ładne i dobre, bo naturalnym było, że jako dziecko nie umiałam ogarnąć tej drugiej, ciemnej strony lustra. Z upływem czasu i lat, zaczęłam dostrzegać w nierównościach i niedoskonałościach pewien urok i piękno. Tak też stało się z Łodzią. Opuszczone i zaniedbane podwórka, fabryki i domy już nie straszyły jak dawniej ale nabrały dla mnie nowego wyrazu. Miałam okazję (trochę nielegalnie) wejść na jedno z zapomnianych osiedli dawnych domów robotniczych, gdzie znajdował się rodzinny dom  mojego znajomego. Wszechogarniająca cisza, gruchające złowrogo gołębie i wybite okna, przez które głucho hulał wiatr sprawiły, że przez chwilę zrobił się klimat jak z dobrego horroru. Ale kiedy posłuchałam opowieści o tym, że na placu, gdzie stoimy grano kiedyś w piłkę, babcia z okna nawoływała na obiad, a  zabita dechami piwnica służyła za spiżarnię dla mieszkańców, jakoś zrobiło się swojsko i już nie tak strasznie. We wszystkim można znaleźć coś fascynującego:)

Łódzkie podwórka

Łódzkie podwórka

Łódzkie podwórka 
3. Łódź Muralowa-  Trzeba Wam wiedzieć, że całą sobą uwielbiam sztukę uliczną. Nawet najpaskudniejsze bohomazy na obdrapanych ścianach sprawiają, że autentycznie czuję, że obcuję ze sztuką przez duże, uliczne S :) Gdziekolwiek nie pojadę, szukam miejsc, gdzie ktoś zostawia po sobie ślad w przestrzeni miejskiej. Czasem nawet w prostym przekazie nagryzmolonym na murze Je..ać Romana bo jest zwykłym cwelem ! znajduję ukryte piękno:) Łódź pod względem murali mnie nie zawiodła. Znalazłam nie tylko stare, wielogabarytowe reklamy z czasów PRL-u, reklamujące dawne zakłady i przedsiębiorstwa ale też upragnioną babcię z kurą dla Tuwima. Niestety nie starczyło czasu, żeby przejść się spacerem po mieście i zobaczyć wszystkie 239 prac. Mam jednak nadzieję, że wkrótce wrócę i zobaczę wszystko. W tym mam nadzieję, pomoże mi moja kochana Ania, ale o niej za chwil kilka:) 

Street art, Łódź 

Street art, Łódź 

Street art, Łódź 

Street art, Łódź 

Street art, Łódź 

Street art, Łódź 

Street art, Łódź 
Street art, Łódź 
4. OFF Piotrkowska-  Jeden z najbardziej hipsterskich adresów w Polsce. Miejsce, gdzie w starych, pofabrycznych przestrzeniach swoje pracownie mają projektanci mody oraz twórcy nowoczesnego designu. Działają też architekci, a niezliczone kluby muzyczne, restauracje i kawiarnie otwierają się tutaj jak grzyby po deszczu. Piotrkowska 138/140 to obecnie obowiązkowy punkt na kulturalnej mapie miasta. Dawna fabryka bawełny Franciszka Ramischa skupia w sobie wszystko to, co potrzebne do życia każdemu głodnemu aktualnych trendów. Osobiście nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia, ale grzane wino w knajpie podróżniczej wspominam bardzo miło:)

OFF Piotrkowska, Łódź 

OFF Piotrkowska, Łódź 
OFF Piotrkowska, Łódź 

OFF Piotrkowska, Łódź 

DOFF Piotrkowska, Łódź 

5. Ulica Piotrkowska- Skoro o ulicy Piotrkowskiej  mowa to koniecznie podczas wizyty w Łodzi należy przejść w całości tę jedną z najdłuższych ulic handlowych w Europie. Liczący prawie 5 km deptak jest tak naprawdę sercem całego miasta. Tutaj skupia się wszystko jak w soczewce- życie towarzyskie, handel, gastronomia, architektura i sztuka. Nie jestem specjalną fanką deptaków miejskich, bo po Sopocie i Zakopanem mam ich aż w nadmiarze, ale Piotrkowska ma też szereg fajnych, trochę zapomnianych miejsc, gdzie warto zboczyć i poznać prawdziwe oblicze łódzkich zakamarków :) 

Podwórka na Piotrkowskiej, Łódź 
Podwórka na Piotrkowskiej, Łódź 

Podwórka na Piotrkowskiej, Łódź 

Piotrkowska, Łódź 

Piotrkowska, Łódź 
6. Łódź secesyjna- Łódź jest miastem, które powstawało na przełomie XIX i XX wieku. W pełni rozkwitu przemysłowego, bogaci fabrykanci włókienniczy stawiali sobie reprezentacyjne rezydencje. Wiele z nich budowano w secesyjnym stylu. Warto wiedzieć, że Łódź ze względu an swój niepowtarzalny, secesyjny charakter w 2006 roku została wpisana do Réseau Art Nouveau Network - organizacji zrzeszającej miasta secesyjne.Warto zapuścić się w tkankę miejską i podnieść głowę do góry podczas spacerów, gdyż ogrom secesyjnych zdobień, ukrytych detali i na pozór nieistotnych elementów przyprawia o prawdziwy zachwyt. Także podczas zwiedzania miasta- głowa do góry!
Piotrkowska, Łódź 
7. Łódzka Manufaktura- Nie jestem specjalną fanką centrów handlowych ani dużych skupisk ludzkich ale muszę przyznać przed samą sobą, że łódzka Manufaktura zrobiła na mnie spore wrażenie. Na terenie dawnych Zakładów Przemysłu Bawełnianego POLTEX powstał kompleks usługowo-handlowy, który podobnie jak ulica Piotrkowska skupia w sobie życie towarzysko-kulturalne Łodzian. Można tutaj dobrze zjeść, dobrze wypić, zrobić zakupy albo pójść do kina. W lecie poopalać się na leżakach, a w zimie zrobić zakupy na jarmarku świątecznym. Niby centrum handlowe jak każde inne, ale ma w sobie specyficzną atmosferę.Zjadłam tutaj najlepszą sałatkę z kozim serem i malinami więc wiem, co mówię:)

Manufaktura, Łódź

Manufaktura, Łódź
8. Łódź wielokulturowa-  Podczas mojej krótkiej wizyty w Łodzi udało mi się, poznać miasto o różnokulturowej budowie. Miasto, o którym charakterze decydowały zarówno gwałtowny rozwój urbanistyczny i przemysłowy, ale przede wszystkim skład etniczny jego obywateli. W tym jednym mieście obok siebie żyli Polacy, Żydzi, Niemcy i Rosjanie, którzy mieli bezpośredni wpływ na wszelkie przemiany w sferze materialnej, kulturowej, architektonicznej czy religijnej. Zaczytując się w historię miasta niemal można usłyszeć, jak w jednej części miasta modlą się w kościołach katolicy, w drugiej  śpiewają wyznawcy prawosławia w cerkwiach , a w synagogach i domach modlitewnych słychać gorliwie modlących się Żydów. Wszystko to okraszone ceglanymi, opuszczonymi fabrykami i niezamieszkanymi, zniszczonymi domami czynszowymi. W ten październikowy weekend naprawdę poczułam co znaczy oddychać historią...

Łódź, kamienice robotnicze

Łódź, Polska 

Łódź, Polska 

Łódź, Polska 

Łódź, Polska 

Łódź, Polska 
9. Before I die... Każdy z nas ma do zrealizowania mnóstwo planów i marzeń zanim stanie u wrót niebiańskich i skończy swą życiową misję na tym Łez Padole. Słyszałam kiedyś taką teorię, że jak się wypowie na głos swoje marzenia, to się spełniają szybciej niż te bezgłośnie mamroczące w głowie. Międzynarodowy projekt Before I die pozwala na wypowiedzenie, ba! nawet na napisanie na głos czego pragnie się w życiu przed śmiercią. Tak się składa, że w Łodzi na ulicy Piotrkowkiej 217 można sobie takie marzenie bezkarnie napisać i czekać, aż się spełni. Kredowa ściana jest świadkiem tysiąca marzeń czekających do zrealizowania , a czytanie ich sprawia, że czasem łza w oku kręci się ze wzruszenia i z radości. Bo czy nie jest cudowne, że ktoś przed śmiercią chciałby powiedzieć Marcelowi, że jest zwykłym ch..em?:) 

Before I die, Łódź 

Before I die, Łódź 
10. Friends Reunion- Ostatnia łódzka inspiracja nie będzie  ani o zabytkach ani o miejscach wartych odwiedzenia. Będzie to zwykła/niezwykła rzecz o przyjaźni. Takiej, która rodzi się spontanicznie w dzieciństwie i która potrafi przetrwać kilkunastoletni brak kontaktu, przeprowadzki i  układanie sobie życie z dala od siebie. Anię poznałam dawno temu podczas wspomnianych już wyżej, corocznych wakacji w okolicach Łodzi.  Nasze przypadkowe spotkanie przerodziło się w wieloletnią przyjaźń na dobre i na złe, okraszoną wysyłaniem raz na tydzień listów pisanych na nowej papeterii, kupowanej z przejęciem w sklepie papierniczym lub w kiosku. Zwierzania się z sercowych rozterek, grania wspólnie w paletki, wzdychania do osiedlowych chłopaków (którzy dzisiaj są osiedlowymi żulami) i planowania wspólnego wyjazdu do Australii. Potem kontakt  urywa się nam na naprawdę długie lata i nagle w pewien październikowy weekend spotykamy się w Łodzi na sushi. I mamy wrażenie, że rozstałyśmy się zaledwie wczoraj, a nie kilkanaście lat wcześniej. Śmiejąc się z tych samych iditocznych sytuacji i zdarzeń,  mam wrażenie, że te nasze lata milczenia wcale się nie wydarzyły i że nie dalej jak wczoraj siedziałyśmy na murku jej domu, obgadując sprawę, jak poderwać Tomka D, żeby się nie skminił, że ja do niego coś teges:). Trzy godziny nad zieloną herbatą i Ebi Ten strzelają nam niepostrzeżenie, a ja kończę spotkanie z przekonaniem, że prawdziwa przyjaźń faktycznie polega na tym, że rozłąka  nic w niej nie zmienia:) I to był  zdecydowanie najlepszy powód do zobaczenia Łodzi raz jeszcze:)


Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger