sobota, czerwca 18, 2016

Bunkrów nie ma- recenzja książki



Każdy z nas wybiera się w podróż z różnych ważnych dla siebie powodów. Jedni po to, żeby odkryć siebie, inni żeby zastanowić się nad sensem swojej egzystencji, a jeszcze inni żeby przeżyć przygodę życia. W tym gronie znalazł się też Tony...Ale Tony nie podróżuje  dla powyższych celów. Tony miał inny plan na siebie. Wyruszył w czteroletnią podróż dookoła świata, której trasę wytyczyły mu jego żwawy penis, nozdrza spragnione koksu, płuca żądne oparów zioła i wątroba, którą wszczepił mu chyba sam Iron Man. Do tego jeszcze doszła niesamowita zdolność do wikłania się w kuriozalne sytuacje i przygody. Wszystko powyższe postanowił spisać, zebrać w jedną całość i takim sposobem powstała książka "Bunkrów nie ma", którą Tony określił najzabawniejszą książką podróżniczą na polskim rynku. 

Z twórczością Tony'ego zetknęłam się przez zupełny przypadek na Zlocie Blogerów Podróżniczych w Cieszynie.  Po przekartkowaniu pierwszych kilku stron nie bardzo wiedziałam czy chcę czytać dalej w obawie, że od samego trzymania książki w ręku nabawię się kłykciny kończystej. Ponieważ jestem ogromną entuzjastką nietuzinkowych ludzi z ciętym żartem i ironicznym poczuciem humoru, dzielnie postanowiłam doczytać książkę do końca.  Z początku było naprawdę zabawnie, błyskotliwie i całkiem przyjemnie. Tony w dość oryginalny sposób opowiada  o ludziach spotkanych w drodze. Nie serwuje banalnych opisów przyrody rodem z  Elizy Orzeszkowej, a kreśli odwiedzane miejsca w fajny i często bardzo refleksyjny sposób.  Problem jednak w tym, że wycinając te powyższe zabiegi, mniej więcej już w pierwszej połowie książki zaczynają się schody.

Wszystko dosłownie zlewa się w jedną całość i zwyczajnie nuży. Schemat opisywanych przygód w książce jest praktycznie zawsze taki sam: Hostel-klub-alkohol-dupa-cycki-sex-koks lub/i trawa-zgon. Po każdym rozdziale wydawało mi się, że kilkanaście stron wcześniej przeczytałam to samo, a sex przygoda w Tajlandii zdawała mi  się być łudząco podobna do tej z Brazylii. Już nie wiedziałam czy hektolitry wódy i tony koksu były na Filipinach czy w Argentynie. Niestety "Krwiste mięso" podróżowania jak określa autor, zostało zaserwowane z taką częstotliwością, że się po prostu przejadło i przestało śmieszyć. Posługując się terminologią książkową- ileż k.....wa można czytać o ruchaniu?? W pewnym momencie miałam też problem z identyfikacją ile z tych przygód jest prawdziwych, a ile mocno podkoloryzowanych, gdyż poziom ich absurdu i czasem zwyczajnego prostactwa przekraczał nawet moją dość wybujałą wyobraźnię. Nie wiedziałam również, gdzie umieścić samego autora książki, w jakiej skali go ocenić. Ponieważ jest on bohaterem książki, nie sposób nie mieć refleksji na jego temat. Raz Tony dał się poznać jako naprawdę inteligentny i diabelsko sarkastyczny gość, a kilka rozdziałów później miałam nieodparte wrażenie, że bardziej rozwinięta umysłowo i emocjonalnie jest ameba....

"Bunkrów nie ma" nie jest książką, którą możesz podarować babci na imieniny, ani kupić koleżance z harcerstwa. Myślę, że nie znajdzie też zrozumienia w kołach gospodyń wiejskich ani w kółkach różańcowych. Ucieszy na pewno odbiorców, którzy lubują się w nieskomplikowanych historiach o cipkach, dragach i alkoholu. Nie wiem tylko jak z czytelnikami, którzy chcą czasem wynieść z lektury jakąś głębszą refleksję. Mimo całej sympatii dla Ciebie Tony, mnie średnio te Twoje Bunkry kupiły. I niestety nie było zajebiście....Ale jeśli jest to przemyślana artystyczna kreacja i taki był zamysł tej książki to wielki szacun za wzbudzanie tak skrajnych odczuć u czytelnika:) 

A każdy, kto chciałby sam  przeczytać o przygodach Tony'ego zapraszam tu;  http://www.bunkrowniema.pl/ksiazka




Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger