piątek, stycznia 09, 2015

Jak spakować się w podróż?


 Tak tak moi drodzy, każdy przez to przechodzi. Kiedy wreszcie wybija godzina zero i opętani dziką ekscytacją, że oto znowu wyruszamy w podróż, naszą euforię torpeduje jedna myśl w głowie: hola hola! Jeszcze się trzeba spakować!! Pakowanie to czynność, której wprost nienawidzę. Może i zwiastuje zbliżającą się przygodę ale na samą myśl, że muszę stanąć w obliczu tego ciężkiego wyzwania robi mi się słabo i odechciewa wyjeżdżać gdziekolwiek:)
Ile ludzi na świecie, tyle porad jak efektywnie się  pakować. Jedni mówią, że najkorzystniej to metodycznie spisywać rzeczy, które zabierzemy ze sobą i odpowiednio wcześniej przygotować strategię, a z kolei inni stawiają na chaotyczne pakowanie na chybił trafił, na kilka minut przed wyjazdem. Osobiście plasuję się gdzieś pośrodku tej skali- zazwyczaj mam wszystko zaplanowane, po czym, jak to u kobiet bywa – zmieniam zdanie w ostatniej chwili i pospiesznie przepakowuję plecak, zawsze czegoś zapominając. Przyznaję się bez bicia, że kiedyś miałam tendencję do przesady w pakowaniu. Starałam jak mogłam wdrażać ideę minimalizmu do swojego życia, ale  zawsze przegrywała z moją potrzebą spakowania wszystkiego, co mam pod ręką, bo a nuż się przyda. I tak w plecaku lądowały kilogramy ubrań, których ani razu na siebie nie założyłam oraz zapas kosmetyków, których nigdy nie użyłam.

Na szczęście im człowiek starszy, tym bardziej rozumny i potrafi uczyć się na błędach. A jak jeszcze podróżuje się tanimi liniami, gdzie cały swój dobytek taszczy się na plecach w wymiarowym bagażu to, szybko trzeba się przeorganizować i zaadaptować do nowych warunków. Niestety kobiety mają zdecydowanie gorzej w temacie pakowania, bo wszystko wydaje się nam zawsze takie niezbędne i takie potrzebne, że podróż bez tych niezliczonych "wszystkich" będzie po prostu beznadziejna i na pewno skazana na porażkę.  Jednak moje drogie! Skoro mnie się udało, wszystko jest możliwe!

Jakby na to nie patrzeć, nie wyjeżdżamy ani na pokaz mody ani na wybory Miss Ziemi Mazowieckiej i naprawdę potrafimy przeżyć nie zabierając ze sobą całej szafy ubrań i sklepu z kosmetykami. Nikt nas nie zna, możemy więc śmiało chodzić w tym samym swetrze przez 2 dni i nikt nam nie powie, że jesteśmy niechlujne:) Z tego miejsca chciałam pozdrowić mojego kolegę, który twierdzi, że 15 koszulek na 15 dni wyjazdu to absolutne minimum i jak ja chodzę w jednej przez 2 dni to jestem brudasem:) Moja babcia zawsze mówi, że kobieta z klasą to i w worku po ziemniakach ładnie wygląda. Ponieważ nie jest on zbytnio poręczny to go nie pakuję, ale zgadzam się z babcią w 100%. A poza tym, im mniej zabierzemy ze sobą, tym więcej rzeczy możemy przywieźć z podróży (niach niach) 

Zacznę od tego, w co się pakuję. Moim niezawodnym kompanem był do niedawna  plecak marki Salewa o pojemności 28 L, który wydawał mi się studnią bez dna. Do dzisiaj nie wiem, jak udało mi się w nim upchać dodatkowy balast w postaci kupionego w barcelońskim Primarku  flanelowego szlafroka i kilku piżam …... W ubiegłym roku zainwestowałam w większy 40L plecak marki Milo, który świetnie sprawdza się jako podręczny bagaż, a dzięki niezliczonej ilości kieszonek i przegródek mieści dosłownie wszystko.

Jak się pakuję? - Stary indiański sposób mówi, że im bardziej zrolujesz ciuchy tym więcej ich zmieścisz w plecaku. Lubię Indian więc roluję. Oczywiście można narzekać, że wszystko potem zmięte, że wygląda jak wyciągnięte krowie z gardła, ale wystarczy potem rozciągnąć ciuchy na hotelowym grzejniku czy powiesić w szafie i już gotowe.

A co zabieram ze sobą w podróż? Oto moje TOP 10 niezbędnych kompanów podróży

Apteczka- Moja histeryczno- hipochondryczna natura nie pozwala mi wyruszyć z domu bez odpowiedniej ilości medykamentów. Mam ze sobą wszystko. Coś na problemy jelitowe, na komary, na zakażenia, na bóle głowy, nogi, oka, ręki, biodra, kolana, na uczulenia, bronchit, ataki zmutowanych zombie i wybuchy jądrowe na słońcu. Kiedyś apteczka wysypała mi się na lotnisku, a Pan z kontroli patrząc zdumiony to na mnie, to na rozwaloną apteczkę zapytał, czy aby na pewno podróżuję sama:) 

Kosmetyki- Tutaj świetnie sprawdzają się próbki kosmetyków, które możemy znaleźć w babskich gazetach, drogeriach bądź w aptekach. Dodatkowo w bagażu podręcznym można zmieścić płyny do pojemności 100ml. Moim żelem pod prysznic na wyjazdach staje się kostka mydła, którą myję ciało i twarz, a kremem do wszystkiego popularny Nivea soft, który służy jako jako balsam do ciała, krem do stóp, rąk i twarzy w jednym. Polecam również Cetaphil, który także ma pojemności 100ml, a służy jako balsam na wszystko:) Do tego zabieram małe perfumy, szampon do włosów w małej buteleczce lub saszetkach, podkład do twarzy, maszynki jednorazowe, tusz do rzęs i małą piankę do włosów. W moim przypadku w zupełności to wystarcza aby nie straszyć na ulicy i wyglądać jak człowiek.

Buty- Zawsze zabieram ze sobą cztery pary. Klapki pod prysznic, japonki lub sandały (jeśli jadę w cieplejsze rejony), wygodne cichobieżki do zwiedzania i  drugą parę cichobieżków tak na wszelki wypadek. Zbyteczny ciężar? Też tak kiedyś myślałam, dopóki nie dopadła mnie ulewa i deszczowy pobyt w Barcelonie okazał się tragiczny w skutkach. Zapewniam Was, że niespecjalnie fajne to uczucie jak po całym dniu zwiedzania mokrej Barcelony, 3h lotu samolotem plus 3h podróży autem w jednych butach odkrywasz, że zamiast stóp masz pomarszczone kalafiory, których doprowadzenie do normalnego stanu zajęło mi 1,5 miesiąca. 

Pieluchy tetrowe- Nie żebym miała nocne moczenia :) Kiedyś zasłyszałam taką oto ciekawostkę, że pieluchy to świetna alternatywa dla ręcznika. Sprawdziłam to na sobie podczas wyjazdu na Maltę i gorąco polecam! Miejsca w plecaku zajmują tyle co nic, genialnie chłoną wodę, szybko schną i można wyrzucić potem bez żalu :) 

Sprzęt fotograficzny i elektronika- Nie jestem zwolenniczką wożenia ze sobą dużej ilości elektroniki, bo też nie jestem wielką specjalistką w dziedzinie najnowszych osiągnięć technologicznych. Szczerze mówiąc jestem z tych osób analogowo-staroświeckich. Wstyd przyznać, ale do niedawna nie wiedziałam, co to jest powerbank:) Zabieram zazwyczaj telefon komórkowy, mały aparat fotograficzny z podwójną kartą pamięci i ładowarki do tych dwóch sprzętów. 

Ciuchy- Zawsze zabieram ze kilka koszulek bawełnianych, dwie pary spodni, jedną ciepłą bluzę bądź sweter, kurtkę, szal lub chustę. Właściwie to dużo szali i chustek.....prawdę mówiąc, zabieram ich więcej niż wszystkiego innego. Mogę chodzić w brudnych ciuchach, ale chustkę /szal muszę mieć każdego dnia inną:) Podobno każda kobieta powinna też spakować sukienkę na wyjazd aby mogła poczuć się kobieco i seksownie na ewentualnym wieczornym wyjściu. Ponieważ moje obłe kształty sprawiają, że raczej wyglądam jak ściśnięty baleron i bliżej mi do ludzika Michelina niż seksownego wampa więc nie zabieram:) Może jak zrzucę 10 kg to się pokuszę i dam znać, czy to prawda:) W kwestii bielizny nie ma się co rozpisywać, każdy wie. Tutaj nie da się zastosować idei minimalizmu, na każdy dzień nowa, czysta para bielizny. Chyba, że ktoś lubi przepierki w hotelowych łazienkach. 

Wisiorek/Talizman- Nigdy nie wyruszam bez niego w drogę. Ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną i można uznać to za majaczenie nawiedzonej baby, ale uważam, że bardzo osobista historia z nim związana ma moc, która chroni mnie od złego. Jest dla mnie pewnego rodzaju talizmanem, nie ściągam go przez całą podróż.

Przewodnik- Jako zagorzała tradycjonalistka musi być w formie papierowej. Jak już wiecie, nie mogę się przekonać do elektronicznych wersji. Nieważne, że książki są okropnie ciężkie i nieporęczne. Najważniejsze, że szelest kartek i zapach papieru drukowanego powodują u mnie ekstazę i dreszcz emocji :) 

Magiczna torebka- Magiczna torebka marki Greenpoint to istny torebkowy Alcatraz- ma tyle sekretnych przegródek i tajemnych połączeń, że czasem sama nie wiem, co do niej włożyłam. Jest mała, zgrabna i niesamowicie pakowna. Kiedyś pożyczałam ją namiętnie od mojej przyjaciółki, czyniąc jej torebkę rasowym podróżnikiem i bywalcem świata, ale kiedy Greenpoint wypuścił reedycję kultowej torbeczki – podekscytowana zakupiłam aż dwie sztuki.

Stary szmaciany portfel- Jest tak straszny i obskurny, że gdybym była złodziejem to bym się nie okradła. Wygląda jakby go ktoś przeżuł, wypluł i podeptał. Rozpada mu się klapa, nity już nie trzymają, ale nie mam serca go wyrzucić, bo towarzyszył mi we wszystkich podróżach:)

A jak wygląda wasze pakowanie? Co musi się znaleźć w waszej walizce bądź plecaku?






Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger