niedziela, marca 16, 2014

Człowiek, który objechał świat w jednych butach i spodniach.




Podsłuchiwanie cudzych rozmów to paskudna sprawa i nie ma się co chwalić, ale kiedy taka rozmowa ma wpływ na ciebie samego i sprawia, że pewne sprawy zaczynają ci się układać w głowie, ba! nawet lekko przewartościowują to chyba można wybaczyć taki brak ogłady?
Ale może zacznę od początku...

Oprócz podróżowania czysto przyjemnościowego i prywatnego zdarza mi się dość często być w drodze również ze względu na wykonywany zawód. Podczas pewnego służbowego wyjazdu znalazłam się w autobusie relacji Kraków- Wrocław. Dodam jeszcze, że chwilę wcześniej pokonałam nużącą trasę Zakopane-Kraków, więc perspektywa spędzenia kolejnych godzin w pozycji nieruchomej sprawiała, że ja, mój kręgosłup oraz opuchnięte kostki nie tryskaliśmy optymizmem. Beznadziejności całej sytuacji dodawał fakt, że siedziałam za kobietą, która razem z koleżanką prowadziła rozmowę żywcem wyciągniętą z "Dnia Świra". Wiecie...W nocy sobie śpię, śpię, śpię, a w dzień sobie chodzę chodzę...umówił się, umówił...całował, całował....KOSZMAR!!

Jednak w całej tej kakofonii autobusowych dźwięków usłyszałam żywo dyskutujący miękki i ciepły głos, który towarzyszył mi już później do końca podróży. Tak poznałam pana Andrzeja- człowieka zwiedzającego świat  w jednych butach i spodniach niezmiennie od 1969 roku.

Andrzej Dudek-Dürer jak sam o sobie mówi, jest żywą rzeźbą. Nie obcina włosów i brody, a przez życie idzie w sfatygowanych butach z polcoframu i mocno zużytych spodniach.
To działanie to pewien rodzaj buntu, a może walki z konsumpcjonizmem - pokazuje ludziom opętanym wartościami materialnymi i potrzebą posiadania coraz więcej i więcej, że minimalizm życiowy też jest ok.

Jego połatane buty zawędrowały w różne zakątki świata- od Nowej Zelandii poczynając, idąc przez Stany Zjednoczone,Kanadę, Singapur, Meksyk, Japonię, a kończąc w Korei.

 Tak mnie ujął całym sobą, że kiedy dotarliśmy do Wrocławia po prostu musiałam go zaczepić przy wysiadaniu. Oczywiście przyznałam się skruszona, że bezczelnie podsłuchiwałam go całą drogę i wprost nie mogłam oderwać ucha od siedzenia - szkoda, że nie miałam szklanki, słyszałabym lepiej:) Taka już ze mnie niewychowana baba :):)
Porozmawialiśmy przez chwilę i dowiedziałam się, że to artysta wszechstronny- nie tylko sam w sobie stanowi sztukę, ale zajmuje się też muzyką, grafiką, malarstwem, fotografią i video-artem. Na dodatek wierzy w reinkarnację i uważa, że jest wcieleniem Albrechta Dürera.

Pan Andrzej jest tak niesamowicie fascynującym, pogodnym i ciepłym człowiekiem, że ta podróż z podsłuchem w tle była dla mnie niemal przeżyciem mistycznym. Dość długo się potem zastanawiałam, czy naprawdę te moje trzysta szalików i chust w szafie są mi niezbędne do życia.... Czy gromadzenie wokół siebie coraz więcej przedmiotów i rzeczy jest nam faktycznie potrzebne? Skoro można mieć jedne buty i być szczęśliwym? 

Poniżej kilka zdjęć z podróży pana Andrzeja,które udostępnił mi ze swoich zbiorów.

  A czy wy spotkaliście kiedyś kogoś interesującego podczas Waszych podróży?

fot. Andrzej Dudek-Dürer
fot. Andrzej Dudek-Dürer

fot. Andrzej Dudek-Dürer

fot. Andrzej Dudek-Dürer
fot. Andrzej Dudek-Dürer
fot. Andrzej Dudek-Dürer


fot. Andrzej Dudek-Dürer

fot. Andrzej Dudek-Dürer
fot. Andrzej Dudek-Dürer

Gdyby ktoś chciał zapoznać się bliżej z jego twórczością  odsyłam na stronę
 http://a.dudek.durer.artwroc.com/


Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger