niedziela, lutego 02, 2014

Jedno oko na Maroko


Mamo.... jadę do Maroka! Te mimochodem wypowiedziane słowa podczas niedzielnego obiadu, zmroziły moją rodzicielkę oraz wprawiły w stan najwyższej paniki mojego tatę. Dodatkowo, jak nieśmiało dodałam, że jadę z kolegą, którego znam tak jakby tylko z internetu to wydawało się, że będę musiała udać się do apteki po środki uspokajające dla nich. Jednak jako, że bilety zostały kupione nie mieli innego wyjścia jak tylko zaakceptować ten stan rzeczy. Ponieważ był to mój pierwszy wyjazd poza Europę to muszę powiedzieć, że przygotowania do niego wyglądały bardziej jak zakrojone działania wojenne, niż  podróż z plecakiem. Skrupulatnie zbierałam co rusz przerażające informacje o zagrożeniach czających się na marokańskiej ziemi. Przygotowywałam profesjonalne plany na ewentualne ataki miejscowej ludności oraz niebezpieczeństwa czyhające w zatrutym jedzeniu oraz wodzie. Uzbrojona po zęby w odkażacze, tabletki i pewną dozę niepewności wyruszyłam....... I po kilku już godzinach pobytu wiedziałam, że nie należy wierzyć ani przewodnikom ani forom internetowym. Bo w Maroku oprócz niesamowitego piękna krajobrazu, pysznej kuchni, fantastycznej sztuki ludowej i upierdliwych Marokańczyków nic nam nie grozi. No może poza tym, że jeśli już raz tam pojedziesz, na pewno będziesz chciał wrócić. I to jest jedyne niebezpieczeństwo- nieuleczalna miłość do tego kraju.

A co mnie najbardziej zachwyciło ?  O tym poniżej.

1. Dżelaba czyli marokański pokaz mody- Dżelaba to dość intrygująca część garderoby Marokańczyków. Jest to długa i luźna narzuta z szerokim kapturem i rękawami, która ma za zadanie chronić przed zimnem, słońcem i piaskiem. Wszędzie można spotkać kobiety i mężczyzn, którzy niczym Rycerze Jedi przemykają zakapturzeni ulicami miast i wsi. Męskie dżelaby mają raczej nieciekawe, bure kolory, ale wersje kobiece to prawdziwa feeria barw i wzorów. Można spotkać kobiety ubrane np. w krowie łaty, misternie haftowane motywy kwiatowe, a także w.....Hello Kitty. Dość osobliwym jest zakładanie dżelab na piżamy. Kobiety paradujące w piżamach i lekko szlafrokowatych dżelabach to nierzadki widok w Maroku. Swobodnie robią zakupy w piżamach, pracują w piżamach i relaksują się w piżamach podczas piątkowego święta. I nikogo to tutaj nie dziwi. Może z wyjątkiem zaskoczonych turystów:)

Medyna Fez, Maroko
Medyna Fez, Maroko
Bab Bou Jeloud, Fez, Maroko
2. "Polaka? Spoko Maroko! Dobra zupa z bobra"! - Mimo mojego zachwytu nad marokańską kulturą, niestety Marokańczycy nie zasilą grona moich ulubionych narodowości. Mimo dużych pokładów cierpliwości i próby zrozumienia kultury, z przykrością muszę stwierdzić, że wszelkie próby nawiązania znajomości, nie związanej z wyłudzaniem pieniędzy kończyły się fiaskiem. Podróżując wzdłuż i wszerz kraju spotkałam się słownie raz z przejawem bezinteresownej sympatii ale uznam, że to błąd statystyczny. W każdym razie- Marokańczycy zakładają, że skoro się pofatygowałeś do ich kraju to jesteś bogaty, bo biedni przecież nie podróżują, a skoro jesteś bogaty to nic się nie stanie, jak cię lekko oskubią z oszczędności. Smutna to prawda ale niestety -prawda:)
W taksówce zamiast 15 MAD płacisz 50 MAD, bo licznik wcale nic nie znaczy, w medynie na straganach przepłacasz za towar z pięć razy (jeśli nie umiesz się targować), niby "przypadkiem" błędnie wydają ci resztę w sklepie, myśląc, że się nie zorientujesz, a nawiązanie kontaktu wzrokowego ze sprzedawcą lub kelnerem skutkuje długim i żmudnym procesem odmawiania usługi. Nieważne jakim językiem odpowiesz- oni znają wszystkie po trochu i nie dają się tak łatwo spławić. Także do dzisiaj w moich uszach pobrzmiewa " Polaka? Spoko Maroko! Good price my friend good price! Lewandowski! Zupa dobra! wait wait! Come! come!"...i takie tam:)

Fez, Maroko 
Fez, Maroko 
Pałac Królewski, Fez, Maroko 
Pałac Królewski, Fez, Maroko 
3. Herbata miętowa- Nigdy nie sądziłam, że stanę się taką entuzjastką słodkiej herbaty, zważywszy na to, że nie używam cukru do herbaty od dziecka. Ale marokański napój miętowy nie ma sobie równych- mieszanka herbat, świeże liście mięty zalewane wrzątkiem plus chyba kilogram cukru doskonale smakują i orzeźwiają. Jest nawet takie powiedzenie marokańskie, że pierwsza szklanka miętowej herbaty powinna być mocna jak życie, druga słodka jak miłość, a ostatnia delikatna jak śmierć. Podobno ma działanie jak marokańska whisky - jest taka mocna, że po którejś z kolei zaczyna ci się kręcić w głowie. Osobiście wypiłam chyba cysternę tej herbaty i nie zauważyłam takiego działania- być może to kwestia wprawy z whisky :):)

Marokańska herbata, Fez
Marokańska herbata, Fez 
Fez, Maroko 
Fez, Maroko 
Bab Bou Jeloud, Fez, Maroko
4. Suki marokańskie- Zdecydowanie odradzam kobietom uzależnionym od biżuterii, szalików i etno dodatków (czytaj: mnie). Spacerując po medynach w Fezie i Marrakeszu głowa kręciła mi się wokół własnej osi niczym Lindzie Blair w Egzorcyście. Mnogość towarów, materiałów i jedzenia plus urocze małe sklepiki wciśnięte w niebotycznie wąskie uliczki i zaułki sprawiły, że mój bagaż podręczny ledwo się domknął w schowku w samolocie:) Oprócz zakupów warto się pogubić w tych brudnych i krętych labiryntach ulicznych aby podpatrzeć pracę tradycyjnych rzemieślników. Znajdziesz ich tutaj wszystkich- kowali, tkaczy, krawców i  kaletników. Możesz też kupić chleb lub słodkości w parszywym lokalu, a także poobserwować codzienne życie Marokańczyków. Jak już zgubimy się na amen, tracąc orientację w terenie i lądując w podejrzanych slumsach -wtedy dopiero poczujemy prawdziwe piękno Maroka.

Fez, Maroko 
Fez, Maroko 
Fez, Maroko 
Fez, Maroko 
Garbarnia skór Chouwara, Fez Maroko  
Garbarnia skór Chouwara, Fez Maroko
5. Berberowie- Berberowie to jeden z najbardziej tajemniczych ludów Afryki Północnej. Wprawdzie zamieszkują obszar od Egiptu aż po Senegal, ale to właśnie Maroko uznawane jest za najbardziej berberyjskie w tej części Afryki. Lud uznawany za pierwszą ludność na terenach Maroka ma własny język, kulturę i obyczaje. Język rdzennych mieszkańców Maroka jest tak trudny, że przeciętnemu Marokańczykowi łatwiej podobno nauczyć się chińskiego niż berberyjskiego. Większość Berberów to doskonali rzemieślnicy, a ich tradycyjne wyroby to prawdziwe dzieła sztuki, szczególnie biżuteria berberyjska ( tak....również sobie sprawiłam taką:)

Maroko, okolice Aït Benhaddou
Aït Benhaddou, Maroko 
Maroko, okolice Aït Benhaddou 
Aït Benhaddou, Maroko 
6. Kuchnia marokańska - Kiedy już zignoruje się bzdury zawarte w przewodnikach, jakoby jedzenie w Maroku było niepierwszej świeżości i na bank będzie nam groził silny nieżyt żołądka, polecam bez obaw zagłębić się w lokale gastronomiczne i spróbować jak smakuje Maroko. Kuchnią marokańską rządzą przyprawy zioła oraz cukier. Śniadania są na słodko, co po jakimś czasie może być męczące, ale jeśli wyrównanym sobie daniem na słono- kuskusem z warzywami, harirą bądź tażinem odzyskamy równowagę kwasowo-zasadową w organizmie. Prawdą jest natomiast, że kuchnia marokańska jest troszkę monotonna, jednak mnogość warzyw i owoców może doskonale nam zniwelować poczucie niedosytu gastronomicznego:)

Fez, Maroko
Fez, Maroko 
Fez, Maroko  
Medresa Bou Inania, Fez, Maroko 
Medresa Attarine, Fez, Maroko  
Medyna w Fezie, Maroko 
7. Już mi niosą suknię z welonem- Wesele w Maroku to jest dopiero impreza. Bije na głowę nasze góralskie wesela. Tutaj goście w liczbie ponad 300 osób bawią się 3 dni bez przerwy, panna młoda noszona jest w białej, zdobionej brokatem lektyce, a podczas wesela zmienia swój strój aż siedem razy gdzie każdy następny jest coraz bardziej wystawny. Suknie muszą być kupione ( uwaga dziewczęta!) przez pana młodego, który również płaci za całość imprezy.  Przed ślubem kobieta spędza czas w hammamie, a rytuał malowania henną i  misterny makijaż śluby to fascynująca tradycja. Ale jako,że taki ślub to wydatek w wysokości kilkudziesięciu tysięcy euro większość Marokańczyków decyduje się na ożenek w późnym wieku- średnio między 31-33 rokiem życia
(do tego czasu pewnie zbierają pieniądze:)

Plac Seffarine, Fez, Maroko 
Fez, Maroko 
Garbarnia skór Chouwara, Fez Maroko
Medyna w Fezie, Maroko 
Medyna w Fezie, Maroko 
Widok na Fez, Maroko 
8.Krajobraz i architektura- Maroko zachwyca różnorodnością. Pustynne tereny mieszają się ze strzelistymi szczytami gór, które za chwilę łączą się z porywistymi falami oceanu. Wszystko to poprzecinane malowniczymi wąwozami i rzekami, mrocznymi kazbami, leniwie przechadzającymi się wielbłądami, polami opuncji i nieustająco świecącym słońcem. Podróż pociągami i autobusami to doskonała okazja do tego aby zobaczyć, jak ten leżący na styku Afryki i Europy kraj  zmienia swój charakter- od Sahary przez  góry Atlas aż po Ocean Atlantycki. Kiedy już nasycimy się kontrastami przyrodniczymi, trzeba zagłębić się w architekturę miast, która poraża kolorowym zdobnictwem, stiukami, arabeskami i ornamentami. Miasta cesarskie jak Fez, Meknes Czy Marrakesz (wszystkie podzielone na trzy części- starą medynę, nowe miasto i dzielnicę żydowską)  to prawdziwe perełki architektoniczne, które na długo zostawią nas w zachwycie. 

Przełęcz Tizi-n-Tichka, Maroko 
9. Fez- Pobyt w tym mieście to prawdziwa podróż do przeszłości. Czas zatrzymał się tutaj kilka wieków temu, a niesamowicie brudna i zatłoczona medyna najpierw nas sparaliżuje ,a  następnie rozkocha w sobie na dobre. Odrzućmy więc kolejne przewodnikowe bzdury, pozbądźmy się przekonania,że na pewno zaraz umrzemy zaatakowani przez bakterie fruwające w powietrzu i dajmy się ponieść wąskim wybrukowanym uliczkom. Podążajmy tam, gdzie co chwilę ktoś wyrzuca śmieci na chodnik, osiołki transportują skóry i jedzenie na grzbietach, świeże mięso pakowane jest w brudną gazetę, koty i kury przeciskają się między nogami, nieludzki smród z garbarni skór wywołuje odruch wymiotny, a ponad 14 tysięcy budynków usianych w tych 9 tysiącach labiryntowatych ulic układa się w niezrozumiałą układankę. Wtedy pomyślimy, że Fez jest cudowny. A kiedy uda się nam wyplątać z ulicznej plątaniny zobaczmy Pałac Królewski, Medres Bou Inania, szkołę koraniczną Attarine, plac Seffarine czy też osławioną garbarnię skór Chouwara, z której "zapach" gołębiego łajna unosi się nad całym Fezem. I tutaj już odkryjemy, że Maroko kupiło nas na dobre.

Marrakesz, Maroko 
Marrakesz, Maroko 
Medyna w Marrakeszu, Maroko 
Essaouira, Maroko 
Essaouira, Maroko  
Essaouira, Maroko  
Essaouira, Maroko 
10. W stronę Marrakeszu- Czerwone miasto uważane za symbol Maroka. Tutaj powietrze przesycone jest orientem, haszem, spalinami i dymami unoszącymi się z placu Jemma el Fna. To miasto, gdzie nie są respektowane żadne przepisy ruchu drogowego ( to chyba jedyne miejsce na świecie, w którym widziałam karetkę pogotowia na sygnałach, stojącą w korku..), miasto gdzie musisz dosłownie wciskać się pod jadące auta i motory żeby przejść na drugą stronę ulicy.  Zatłoczone, głośne, pełne kuglarzy, trubadurów, niespełnionych artystów, niebieskich ptaków, zaklinaczy węży i muzyków hipnotyzujących dźwięków gnaoua. Sercem miasta jest wspomniany plac Jemma el Fna, który momentami przytłacza nadmiarem atrakcji i upierdliwych handlarzy, ale miasto ma też swoje inne perełki- ciekawą medynę (mniej skomplikowaną niż w Fezie, ale również się zgubiłam),cudownie zdobione pałace, meczety i ogrody. I kiedy tak będziemy siedzieć na dachu którejś z okolicznych knajpek i patrząc na gwarne Jemma el Fna i słuchając nawoływań muezinów na modlitwę, po raz kolejny stwierdzimy, że Maroko to nasze miejsce na ziemi. 

Marrakesz, plac Jemma el Fna, Maroko 
Marrakesz, plac Jemma el Fna, Maroko  
Marrakesz, plac Jemma el Fna, Maroko 
Marrakesz, Maroko 
Marrakesz, Maroko 
Marrakesz, plac Jemma el Fna, Maroko
Marrakesz, Maroko 
Marrakesz, Maroko  
Marrakesz, Maroko  
Marrakesz, Maroko 
Marrakesz, plac Jemma el Fna, Maroko 
Marrakesz, plac Jemma el Fna, Maroko
Marrakesz, Maroko 
Essaouira, Maroko 
Essaouira, Maroko  
Essaouira, Maroko  
Essaouira, Maroko 
Essaouira, Maroko 
Essaouira, Maroko 
Essaouira, Maroko 


























































































Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger