wtorek, stycznia 14, 2014

Najpiękniejsze miasta Belgii- Antwerpia, Brugia, Gandawa



W życiu każdej kobiety zdarza się taki dzień, w którym wszelkie smutki trzeba utopić w porządnej porcji czekolady. Bo wiadomo- nic tak nie podnosi poziomu endorfin w organizmie, jak dźwięk odwijanej z papierka czekoladki. A jak jeszcze jest belgijska i o mlecznym smaku, to nagle zapomina się o beznadziejności tego świata. Już od trzech dni odganiam czarne chmury znad głowy za pomocą czekoladek i ciasteczek rodem z Belgii i tak między jedną kostką, a drugą wpadłam na pomysł, że podzielę się z Wami wrażeniami z mojej włóczęgi po belgijskim trójkącie -Brugii, Gandawie oraz Antwerpii.....bardzo chętnie podzieliłabym się również czekoladkami, no ale sami wiecie jak jest..:) 


Najpiękniejsze miasta Belgii- Antwerpia, Brugia, Gandawa 


Antwerpia- Położona na brzegu rzeki Skaldy spokojnie może sięgnąć po nagrodę za najbardziej niedoceniane miasto w Belgii. Zwykle kojarzy się z obskurnym portem, przemysłem, szarością i nijakością. To największe portowe miasto w kraju, a także drugi co do wielkości port w Europie, wiele lat tkwiło w kulturowo-socjalnym marazmie i bardzo powoli garnęło się do życia. Dopiero rozkwit sztuk pięknych, a także rewolucja w 1830 roku spowodowały, że Antwerpia zaczęła tętnić energią. Dla mnie miasto ma niesamowity, trochę mroczny klimat,a jego serce- Grote Markt to wspaniała lekcja renesansu i stylu flamandzkiego. Centralny punkt- Fontanna Braba to najbardziej pocztówkowy symbol Antwerpii. Pomnik przedstawiający rzymskiego żołnierza Sylviusa Brabo, który jak głosi legenda, dotkliwie policzył się z olbrzymem terroryzującym miasto, jest najczęściej fotografowanym motywem w mieście. Oczywiście ja też fotografowałam, żeby nie było!







Diamonds are a girl's best friend- Marilyn Monroe jednak mądrze śpiewała. Dziewczęta, to do do Was! Chociaż nie wiem jak bardzo jesteście odporne na świecidełka, to patrząc na wystawy w antwerpskiej dzielnicy diamentów, warga każdej z was zadrży ze smutku, że nie posiadacie obrzydliwie bogatego męża, który na otarcie łez kupiłby wam taki malutki kamyczek....no ewentualnie ładnie skomponowany z pierścionkiem lub naszyjnikiem. Osobiście nie jestem wielką fanką diamentów, ale stojąc tak z nosem przyklejonym do szyby w sklepie, pomyślałam sobie "ach gdzież ten mój Hugh Hefner"! Jakie szczęście, że miałam czekoladę w torebce! Antwerpia to czołowy ośrodek handlu diamentami na świecie. Biznes kamieni szlachetnych nadzorowany jest głównie przez ortodoksyjnych Żydów, a materiał  do szlifowania dostarczany jest głównie z RPA.



Peter Paul Rubens-  To był dopiero znawca kobiecego piękna i prawdziwy przyjaciel kobiety. On  nigdy by nie powiedział "Kochanie na pewno musisz jeść tego drugiego kotleta?" albo siedząc i czytając gazetę nie mruknąłby nadąsany " Faktycznie troszkę się przyokrągliłaś..". Rubens kochał obłe, miękkie formy! I do tego był najwybitniejszym barokowym malarzem w Europie Północnej. Zainspirowany podróżą do Włoch zmieszał styl flamandzki z włoskim, tworząc ponad dwa tysiące wybitnych dzieł malarskich- od motywóe religijnych aż po kobiece akty (tak tak..te słynne rubensowskie kształty)


Gandawa- Kolejne klimatyczne miasto Belgii. Najlepiej podziwiać je z mostu św. Michała, gdzie po obu stronach rzeki Leie wyrastają domy cechowe, romańskie budowle, gotyckie fasady budynków, a także katedra św Bawona i dzwonnica kościoła św. Michała. Idąc dalej oczarowują nas kolejne rzędy kolorowych domów- żółty miesza się tu z różowym, niebieskiem z zielonym. A wszystkie bogato zdobione ciekawymi ornamentami. Zebrane do kupy jest tak bardzo urokliwe, że bałam się, iż zabraknie mi zaraz pamięci na karcie w aparacie- niczym japoński turysta trzaskałam foty jak szalona. Z tego miejsca chciałam również pozdrowić pewnego pana, który tak bardzo wczuwał się w robienie mi zdjęcia, że omal nie zginął pod kołami nadjeżdżającego samochodu. Tylko nie wiem czy to ja go tak zafrapowałam, czy widok za mną.



Zamek s'Gravensteen- Prawdziwie ponure zamczysko, gdzie ma się nieodparte wrażenie, iż za chwilę usłyszy się gdzieś w zakamarkach jęki skatowanych tutaj więźniów. Zamek początkowo funkcjonował jako forteca i rezydencja, ale podobno hrabia Flandrii nie czuł klimatu miejsca, toteż wpadł na pomysł aby zamek był świadkiem straceń ludzkich istnień. Wnętrza szybko zaadaptowano na sale tortur i przystąpiono do wymierzania sprawiedliwości. Makabryczne narzędzia tortur obrazują, jak bardzo mrocznymi czasami było średniowiecze.




Belgijskie koronki- Ponieważ moje zdolności plastyczne równe są zeru, zawsze z podziwem i szacunkiem patrzę na ludzi, którzy potrafią pracą własnych rąk zdziałać artystyczne cuda. Posiadając ocenę mierną z plastyki i techniki na świadectwie szkolnym, nigdy nie pojęłam sztuki dziergania, haftowania, malowania, rysowania, rzeźbienia (niepotrzebne skreślić). Dlatego też byłam naprawdę zdumiona obserwując leciwą staruszkę, która operowała tymi śmiesznymi koronkarskimi pałeczkami z prędkością światła. Belgijskie koronki znane są na całymi świecie, a dziergały niegdyś podobno wszystkie Belgijki - jak kraj długi i szeroki. Dzisiaj młode kobiety już nie rwą się tak ochoczo do prac koronkarskich, tak więc w sklepach z pamiątkami coraz częściej można spotkać produkty, które są bardziej dziełem rąk chińskich niż belgijskich.





Miasto jak tabliczka czekolady- Brugia to najbardziej urocze miasto Belgii. Wygląda jak ogromna, kolorowa tabliczka czekolady. Mówi się, że jest takim belgijskim Amsterdamem. Brugia rzuca na człowieka urok! Leniwie usytuowana między kanałami, z rzędami małych domków, pełna uroczych zakątków i uliczek niemalże trąci banałem rodem z Harlequina. Aż dziw bierze, że przez przeszło 500 lat miasto uważane było za "martwe" i nic kompletnie się tu nie działo. Obecnie na rynku głównym Markt między masą turystów, można objeść się bezkarnie czekoladą, zagryźć frytką i popić piwem.









Święta Krew- Historia kultu Świętej Krwi w Brugii zaintrygowała nawet takie diabelskie dziecko jak ja. Jak głoszą podania, z krucjaty do Ziemi Świętej niejaki Hrabia Diederik s'Alsace przywiózł tajemniczną ampułkę,która podobno wypełniona jest krwią Chrystusa. Co roku w Brugii odbywa się procesja Świętej Krwi i jest to najważniejsze święto religijne w tej części Belgii. Na codzień przechowuje się ją w relikwiarzu, a w piątki oddaje się jej cześć.



Klasztory Beginek- Klasztory świeckich wspólnot kobiecych, które żyły w społecznościach zwanych begijnhof. Charakterystyczne dla wspólnoty były rzędy białych domków usytuowanych wokół dziedzińca głównego. Najbardziej malowniczy klasztor Beginek znajduje się obecnie w Brugii. Niesamowita cisza i spokój, jakie panują na terenie klasztoru przerywana jest tylko od czasu do czasu rozmowami turystów, bądź też wrzaskami dzieci, które drażnią łabędzie w okolicznym kanale wodnym.




Wsiąść do pociągu! -Ponieważ większość część podróży po Belgii pokonałam koleją, postanowiłam na koniec skrobnąć kilka słów o tamtejszych pociągach. A naprawdę jest o czym! Urzekły mnie prawie tak samo mocno jak Brugia. Nie spóźniają się, nie śmierdzi w nich uryną i przetrawioną ludzką masą. Nie musimy się też obawiać, że jak tylko zamkniemy oczy i zgasimy światło, to spod siedzenia zaczai się na nas pluskwa czy inne zwierzę, tak często spotykane w naszych rodzimych pociągach. Plusem są również panowie kontrolerzy, którzy zawsze z uśmiechem pytają o to jak leci i czy mamy bilet (tak mi się wydaje, bo z francuskiego jak wiecie znam na pamięć dialog o pociagu, więc mogłam zabłysnąć wiedzą:). Widziałam też, że nawet z uśmiechem wlepiali jednemu pasażerowi karę za brak ważnego przejazdu. Chyba naprawdę kochają swoją pracę:) 








Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger