środa, października 23, 2013

Wroclove


 

Przez długi czas Wrocław w mojej świadomości funkcjonował jako miasto zalane kiedyś przez powódź, i w którym raz w roku tysiące ludzi zbiera się na rynku aby zagrać "Hey Joe". Nigdy jakoś specjalnie nie ciągnęło mnie w stronę stolicy Dolnego Śląska. Jednak im człowiek starszy, tym mądrzejszy i ciekawszy świata, toteż pewnego jesiennego weekendu zjawiłam się we Wrocławiu i zupełnie straciłam dla niego głowę.
Wrocław dzielnie walczy z Krakowem o tytuł polskiej stolicy kultury i nierzadko słychać głos ludu, że Wrocław stanowi świeżą, młodą i energetyczną alternatywę dla lekko zaściankowego i zgnuśniałego Krakowa. Zgadzam się z tą tezą w stu procentach i podpisuję pod nią każdą kończyną, ale co jeszcze fascynuje we Wrocławiu?

1. Krasnale- Właściwie to nie wiadomo skąd pomysł aby symbolem miasta zostały małe ludziki z brązu. Teorii spiskowych na ten temat jest wiele, począwszy od Papy Krasnala,który to rzekomo zapoczątkował lud krasnali wrocławskich, idąc przez legendy o symbiozie człowieka z krasnalem, aż po legendę o podstępnym Chochliku Odrzańskim,który to pluł ludziom do zupy i ogólnie uprzykrzał życie, a którego to krasnale unicestwiły i strąciły do lochów w Górach Sowich. Skądkolwiek by się nie wzięły należy zakupić mapę i ruszyć na poszukiwanie małych ludków po mieście, bo jest ich naprawdę sporo, są przeurocze i wcale a wcale nie jest obciachem robienie im zdjęć:)

Wrocławskie krasnale
Wrocławskie krasnale 
2. Rynek- Zapewne ktoś zaraz prychnie pogardliwie zniesmaczony moją opinią, ale uważam, że wrocławski rynek jest piękniejszy niż krakowski. Jeden z największych rynków Europy, z największym w Polsce ratuszem i kolorowymi kamienicami ma naprawdę niepowtarzalny klimat. Nie ma tutaj rozwrzeszczanych i nagich Anglików, gołębie nie są takie upierdliwe, a i turyści jakoś nie są zbytnio uciążliwi. Urocze knajpki wciśnięte w uliczki, zapomniane zaułki, osobliwe napisy na murach..wszystko to sprawia, że można się zapomnieć na długie godziny. A jak już człowiek wejdzie na chwilę w ulicę Więzienną to aż serce topnieje:)

Rynek we Wrocławiu 
Rynek we Wrocławiu 

3. Ostrów Tumski- Warto odwiedzić tę najstarszą dzielnicę miasta ze względu na kilka ważnych kwestii a) pracuje tutaj przeuroczy pan windziarz, b) można kupić lawendę na mole prosto z CHORWACJJ przez dwa JJ, c)z wieży katedry roztacza się stąd piękny widok na miasto, d) można posłuchać na Moście Tumskim dość ekscentrycznych artystów muzycznych e) jest po prostu klimatycznie i zjawiskowo.
Ostrów Tumski we Wrocławiu 

Ostrów Tumski we Wrocławiu 
Ostrów Tumski we Wrocławiu 

4. Wrocławianie- Może nie poznałam ich zbyt wielu ale weekendowy pobyt w stolicy Dolnego Śląska wystarczył abym się przekonała,że Wrocław to fajne miejsce do życia, bo ludzie są tutaj arcy pomocni, mili i uprzejmi. Wspomniany pan w windzie zapoczątkował serię spotkań radosnych i uśmiechniętych Wrocławian, potwierdzając tezę,że Ci co mieszkają bliżej południa to jednak poczciwi ludzie:)
Rynek we Wrocławiu 

Rynek we Wrocławiu 

Wrocław

5. Pomnik ku czci zwierząt rzeźnych- Cóż..lubię rzeczy kuriozalne i dziwne, dlatego też na Starych Jatkach we Wrocławiu byłam w siódmym niebie.  Odlane z brązu zwierzęta rzeźne (wszelkie kury, gęsi, świnie i inne kozy) mają upamiętniać rolę Jatek, jako miejsca, które skupiało największe zakłady rzemieślnicze w mieście. Zdjęcie na świni- przeżycie bezcenne.

Rynek we Wrocławiu  
Rynek we Wrocławiu 

Rynek we Wrocławiu

6. Gitarą w Guinessa- Bardzo fajna akcja, którą chciałabym kiedyś przeżyć osobiście na wrocławskim rynku. Zapoczątkowana przez Leszka Cichockiego w 1997 roku tradycja grania "Hey Joe" ( później też innych rockowych kawałków) na kilka gitar, tak się spodobała, że rok w rok w maju, rynek zapełnia się gitarzystami, chętnymi do bicia muzycznych rekordów. Liczba uczestników zawsze waha się w granicach 5-6 tysięcy. Rekord zawsze pobity, a ile przy tym frajdy.

Rynek we Wrocławiu 

7. Gruzińskie Chaczapuri- Punkt może totalnie od czapy, bo nic w nim nie ma wrocławskiego ale właśnie w tym miejscu zainspirowałam się do podróży do Gruzji ( która jeszcze przedemną). Jedząc najlepszą zupę cebulową ever oraz Chaczapuri z mięsem i serem wyszłam nadęta jak bąk, ale przekonana,że jak poszerzać kulinarne horyzonty to tylko w Gruzji. A wystarczyło przypadkowo wejść do gruzińskiej knajpy na wrocławskim rynku..Człowiek inspiruje się całe życie.

Rynek we Wrocławiu 
Rynek we Wrocławiu 

8. Budrysówka- Nie od dzisiaj wiadomo, że pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy, a jak jeszcze takie zakupy ratują człowiekowi życie (oraz zdrowie) to radość jest podwójna. Moja podróż do Wrocławia, którą w jesienny i bardzo zimny weekend postanowiłam przemierzyć w letniej kurtce szybko okazała się walką o przetrwanie. Gdy wysiadłam na dworcu PKS pomyślałam sobie, że tak właśnie umiera się z zimna i tak właśnie odczuwa się stan odmrożenia górnych kończyn oraz nerek. Zamiast więc pędzić na miasto i chłonąć zabytki, popędziłam czym prędzej do sklepu kupić kurtkę, żeby potem nie być bohaterem wiadomości w lokalnej gazecie o osobach, które zamarzają na ulicach. I w tych dramatycznych okolicznościach stałam się posiadaczką najpiękniejszej na świecie kurtki budrysówki, która po dziś dzień ratuje mi życie w chłodne dni, jest arcycudownie piękna i do tego koleżanki mi jej zazdroszczą..nannaana:)

Rynek we Wrocławiu 
9. Z kamerą wśród zwierząt- Któż nie pamięta demonicznej Hanny i flegmatycznego Antoniego Gucwińskich,których program z wrocławskiego ZOO śledziło się prawie z takimi samymi wypiekami na twarzy jak Dziennik Telewizyjny :) Program przez przeszło 32 lata promował dolnośląską placówkę jako jedno z piękniejszych ogrodów zoologicznych w Polsce i w Europie. Pomimo słynnej rozprawie o znęcanie się nad zwierzętami przeciwko Gucwińskiemu, ZOO we Wrocławiu zawsze będzie mi się kojarzyło z szympansem owiniętym wokół głowy Hanny G....i te jej ogromne korale...
Rynek we Wrocławiu 

Rynek we Wrocławiu 

10.Zbigniew Cybulski- Cybulski to kultowa postać polskiego kina powojennego,który często określany był Jamesem Dean'em znad Wisły. Taki nasz rodzimy "Buntownik bez powodu". Jedni go kochają, inni nienawidzą. Mówi się, że był aktorem doskonałym, ale też pijaczyną, babiarzem i awanturnikiem. Wrocław był jego ostatnim przystankiem aktorskim, miastem, w którym tragicznie zginął w wieku 39 lat,wpadając pod koła pociągu. Wokół okoliczności jego śmierci krążą legendarne opowieści o tym, jakoby w ostatnich dniach swojego życia spędzał upojne noce i dnie u boku Marleny Dietrich i właśnie pędząc ze spotkania z nią wpadł pod pociąg.


Ostrów Tumski we Wrocławiu 




















Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger