czwartek, marca 28, 2013

Paryż weekendowo. Zapiski z miasta miłości



Mam wrażenie, że Paryżu opowiedziano wszystko. Francuska stolica nieustannie przewija się w historiach kreślonych przez artystów tego świata. O północy przechadzał się tutaj Woody Allen, Marlon Brando tańczył swoje ostatnie tango, a Proust poszukiwał straconego czasu. Paryż- pępek Europy, stolica mody i kultury. Miasto kształtowane przez specyficzne składniki, które ktoś jakby umyślnie wrzucił do jednego miksera, tworząc niezwykle aromatyczną miksturę. Jest brud i jest chaos, jest mrocznie i jest erotycznie. A wszystko to zatopione w słynnej francuskiej art de vivre. Mieszanka wybuchowa, którą nie każdy jest w stanie przełknąć. Przyjechałam do Paryża na dwa dni i wyjechałam z poczuciem niedosytu. Podobno jest to normalny objaw, bo tego miasta nie da się poznać w weekend. Mój kolega Francuz mówi, że atmosfery Paryża nie poczujesz w ciągu 48 godzin. Ten koktail trzeba pić powoli, żeby zasmakował. Upiłam zaledwie łyk, robiąc sobie apetyt na więcej. 


Paryż na weekend i zapiski z miasta miłości


Wieża „prawie” Eiffla- Trzystumetrowa konstrukcja zbudowana jest prawie z ośmiu tysięcy ton żelaza i oświetlona przeszło dwudziestoma tysiącami lampek. Aż dziw bierze, że sam Aleksander Dumas protestował przeciw jej wybudowaniu. Największą ciekawostką jest to, że wcale nie sławetny Gustave ją zaprojektował, a dwóch jego uczniów- Nouguier i Koechlin. Eiffel dopiero po jakimś czasie wyczuł w tej niebywałej konstrukcji biznes i tak oto sprytnie wieża uzyskała jego imię i od roku 1889 cieszy oko wszystkich przybywających do stolicy Francji. Na szczyt prowadzi 1665 stopni. Wiem, bo prawie po wszystkim stąpałam dzielnie w górę, z lekką zadyszką, uznając, że winda jest dla mięczaków. O tym, że odchyla się od pionu podczas wiatru o całe 6 cm też wiem....bo wiało dość mocno. Na szczęście o tym, że kurczy się pod wpływem zimna o 18 centymetrów już nie zdążyłam się dowiedzieć:)



Wzgórze Montmarte- Tutaj po raz pierwszy pomyślałam, że Paryż może być piękny. Wzgórze Montmarte to miejsce spotkań dawnej paryskiej bohemy. W zaułkach stromych i wąskich uliczek czają się duchy Edgara Degas, Vincenta Van Gogha i Pabla Picasso. To najwyższe wzniesienie miasta, nazywane też Wzgórzem Męczenników kryje w sobie wiele tajemnic starego Paryża. Czy zwiedzając bazylikę Sacre-Coeur, czy podziwiając artystów na Place du Tertre ma się wrażenie, że czas zatrzymał się tu w XIX wieku. Najlepiej zwiedzać bez planu, na żywca i chaotycznie. Polecam artystycznym, niespokojnym duszom.




Knajpki i kawiarnie Paryża -  W całym Paryżu jest około 12 tysięcy klimatycznych kawiarnii i restauracji. Gdzie się człowiek nie obejrzy -jakieś kawiarniane drzwi zapraszają do wejścia. Uwielbiam podziwiać wystroje kawiarń i knajp, a w Paryżu prawie dostałam oczopląsu. Przeurocze markizy, na pozór niedbale urządzone wnętrza, ciasne pomieszczenia i chybocące się stoliki.....wszystko to sprawia, że człowiek chciałby już tam zostać na zawsze. Szkoda, że te senne marzenia przerywa niebywała arogancja kelnerów. Bywają totalnie antypatyczni i mają cię za śmiecia. W jednej knajpce trafiła się nam - o dziwo, bardzo miła obsługa, ale po krótkiej rozmowie okazało się, że kelnerka jest.....Polką.




Cmentarz Pere Lachaise- Najsłynniejsza nekropolia na świecie o powierzchni 44ha zwiedzana bez mapy może dać nieźle w kość. Dzięki uprzejmości innych turystów udało się nam odszukać, wśród 70 tysięcy grobów, te najsłynniejsze nazwiska: Fryderyk Chopin, Marcel Proust, Jim Morrison, La Fontaine czy też Oscar Wilde. Przy tym ostatnim, przez absolutny przypadek, wzięliśmy udział w historycznym wydarzeniu. W tym właśnie dniu została odsłonięta odnowiona płyta grobu Oscara Wilde'a, a otwarcia dokonywał aktor Rupert Everett (dodam,że to mężczyzna o całkiem pięknej aparycji). Jeśli kiedyś natraficie w sieci na jakąś wzmiankę o tym wydarzeniu- szukajcie w tłumie fioletowej czapki- to właśnie ja:) Wcisnęłam się przed kamerę, chcąc z bliska oglądnąć Ruperta. Oscar Wilde wydał mi się wtedy tak mało ważny....




Dzwonnik z Notre Dame- Ta usytuowana na wyspie Cite, pięcionawowa katedra, której budowa trwała prawie dwieście lata, jest świadkiem wielu ważnych wydarzeń w historii Francji. Począwszy od wypraw krzyżowych, idąc przez losy Joanny d'Arc, aż po generała Charles de Gaulle'a- wszystkim tym oddycha Notre-Dame. Budowla to majstersztyk gotyku, niemal każdy element ma znaczenie symboliczne. Warto cierpliwie stanąć w kolejce i wejść do środka. Poraża swoimi wymiarami i prostym pięknem. Przed katedrą koniecznie poszukajcie na placu niewielkiej gwiazdy z brązu. Tam właśnie jest sam środek i serce Paryża.






Muzeum Luwr- Nie jestem wielką fanką muzeów. Nie znam się na sztuce w ogóle i nie lubię udawać, że jest inaczej. Bardziej fascynuje mnie miasto jako spójny twór- architektura, ludzie i życie ulicy. Jednak Luwr dziwnym trafem mnie zachwycił. I nie mówię tutaj o Mona Lisie, która jest schowana za szklanym pancerzem, barierkami i falą japońskich turystów z tabletami. Luwr to wycieczka do źródeł naszej cywilizacji. Kolekcja muzeum liczy przeszło 350 tysięcy eksponatów więc jeśli ktoś jest pasjonatem historii świata, warto zarezerwować sobie cały dzień na Luwr i buszować po salach jednego z największych muzeów na świecie.







Francuskie smaki- Kuchnia francuska uznawana jest za jedną z najlepszych na świecie. Nie będę się z tym sprzeczała. Wina, sery czy wędliny francuskie naprawdę nie mają sobie równych, a kultura jedzenia we Francji jest godna naśladowania. Francuzi właściwie nie jedzą. Oni degustują. Nie dla nich byle jakie jedzenie śmieciowe zjedzone na szybko w drodze do pracy. Wszystko musi mieć swój rytm. Jedzenie dla nich to filozofia życia. Wprawdzie nie było mi dane zasmakować we wszystkich specjałach kuchni francuskiej ale za to odkryłam prostą i jakże przepyszną rzecz-zwykłe naleśniki. Nie wiem czemu ale w Paryżu one były po prostu niezwykłe. Naleśniki gryczane z mięsem i naleśniki z czekoladą kupione na targach świątecznych, na Polach Elizejskich przyprawiły mnie o kulinarny orgazm. Umorusana po czubek głowy czekoladą po raz drugi podczas podróży pomyślałam, że chyba troszku lubię Francję.






Paryżanki- Można je od razu wyłapać z tłumu turystów. Niby na pozór niepasujące do siebie ciuchy, nieład na głowie i nieodłączny papieros w ustach. Są seksowne i wyzwolone. I każda z nich jest tak niesamowicie naturalnie piękna. Oczywiście jako kobieta  na nieprzerwanej  od lat diecie zazdroszczę Paryżankom tego, że wypijając hektolitry wina, jedząc sery, bagietki i dopychając jeszcze croissantami mają takie zgrabne figury.....



Sex, a sprawa francuska- Dawno temu zasłyszałam gdzieś, że "Francją rządzi wszystko poniżej rozporka”. Po przyjeździe do Paryża odkryłam głębię tego powiedzenia. Na każdym rogu ulicy (zaraz po knajpach i kawiarniach) można znaleźć sex-shop. Francuzi to podobno najlepsi kochankowie na świecie jak trąbią wszelkie sondaże i raporty. Te same statystyki donoszą, że są też kochankami niewiernymi, lubią częściej niż od czasu do czasu zrobić skok w bok, a także (co również jest na porządku dziennym wśród Paryżan) masturbują się przy każdej możliwej okazji- czy to w aucie, czy to w metrze, czy w parku na spacerze. Swobodna seksualna Francuzów nie powinna gorszyć, a nauczyć, że ta dziedzina naszej egzystencji winna być radosna i nieskrępowana. U nas tylko w parkach trochę zimniej....





Paryskie metro-  Paryskie metro jest klaustrofobicznie, brudne i jakoś dziwnie przygnębiające.  Ilość policji, żandarmerii i wojska na stacjach napawała strachem. Oczywiście nie obeszło się bez przygody w metrze. Kiedy po skasowaniu biletu bramka się nie otworzyła chciałam sprytnie i zgrabnie przecisnąć się przez ową bramkę. Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu udało się, jednakże radość nie trwała długo, gdyż nagle czyjaś ręka zaciągnęła mnie brutalnie pod ścianę. Moja panika ustąpiła miejsca niezdrowej ekscytacji, kiedy właścicielem ręki okazał się bardzo przystojny francuski policjant. Na szczęście wytłumaczyłam panu, że bilet nie zadziałał i zostałam wypuszczona na wolność (szkoda, bo już szykowałam się na jakieś osobiste przeszukanie czy coś...:) Co poniektórzy uczestnicy paryskiej eskapady nie mieli takiego szczęścia, stając się chudszym o 50 EUR. Przed odejściem zapytałam jeszcze nieśmiało, dlaczego jest tutaj tylu stróżów prawa, na co mój policjant z uśmiechem odrzekł Welcome to Paris! ...No to welcome i ja :)














Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger