niedziela, 18 września 2016

10 rzeczy, które musisz zrobić w Trójmieście!

Ostatnie dwa miesiące mojego życia upłynęły pod znakiem pakowania, streczowania, przenoszenia, owijania w bąbelkową folię i klejenia. Na hasło pudła i paczki dostaję drgawek i mam ochotę mordować. Nic nigdy nie zmęczyło mnie tak bardzo, jak przeprowadzka z Trójmiasta do Krakowa. Mój nowy rozdział życia pisał się w bojach i trudach, upchany w ciężkie kartonowe pudła mozolnie wrzucane kolejno do starej windy, a następnie do jeszcze starszej przyczepy. Droga z Trójmiasta do Krakowa w te wakacje była dla mnie drogą przez mękę i połączeniem dramatu z czarną komedią. Dzisiaj rano po raz pierwszy obudziłam się  z myślą, że ta niedziela jest wolna od wszelkich przeprowadzkowych czynności. Nie będzie wycieczek do IKEA po meble, sprzątania, układania i prania. Zaparzyłam ogromny kubek pysznej aromatycznej herbaty i chciałam napisać o tym wszystkim, co koniecznie trzeba zaliczyć w Trójmieście, a za czym naprawdę będę tęsknić :)  A więc co przynosi radość nad polskim morzem?:)

niedziela, 31 lipca 2016

Opole na weekend. Miasto polskiej piosenki i pysznych naleśników.

W końcu się udało! Po wielu przymiarkach oraz niezliczonych próbach, dotarłam do Opola! Miasto zostało mi skutecznie zareklamowane przez kolegę, z którym kiedyś pracowałam, a który  tutaj studiował pięć lat i zakochał się w tym mieście bez pamięci. Zawsze mi powtarzał, że to najfajniejsze miasto w Polsce i jak tylko będę miała okazję, koniecznie muszę się tu wybrać. Tak się fajnie złożyło, że przy okazji wypadu do Berlina moim weekendowym przystankiem było właśnie Opole. Wartością dodaną do tego pobytu to moi kompani berlińscy, którzy Opole znają od podszewki więc dwa dni spędziłam na eksplorowaniu miasta oczami dawnych studentów, obecnych mieszkańców i wesołych imprezowiczów:) 
I faktycznie muszę przyznać, że Opole jest  mega super! Pełno tu uroczych miejsc i zaułków,  ludzie są przyjaźni i uśmiechnięci, a miasto ma niesamowicie przyjemną atmosferę.  A co mnie najbardziej urzekło w tym mieście? O tym poniżej 

sobota, 18 czerwca 2016

Bunkrów nie ma...ale czy jest zajebiście? - Recenzja książki

 http://www.bunkrowniema.pl/ksiazka
Każdy z nas wybiera się w podróż z różnych ważnych dla siebie powodów. Jedni po to, żeby odkryć siebie, inni żeby zastanowić się nad sensem swojej egzystencji, a jeszcze inni żeby przeżyć przygodę życia. W tym gronie znalazł się też Tony...Ale Tony nie podróżuje  dla powyższych celów. Tony miał inny plan na siebie. Wyruszył w czteroletnią podróż dookoła świata, której trasę wytyczyły mu jego żwawy penis, nozdrza spragnione koksu, płuca żądne oparów zioła i wątroba, którą wszczepił mu chyba sam Iron Man. Do tego jeszcze doszła niesamowita zdolność do wikłania się w kuriozalne sytuacje i przygody. Wszystko powyższe postanowił spisać, zebrać w jedną całość i takim sposobem powstała książka "Bunkrów nie ma", którą Tony określił najzabawniejszą książką podróżniczą na polskim rynku. 

wtorek, 7 czerwca 2016

Berlin- moje miasto murem podzielone

Przez długie lata byłam totalną, berlińską ignorantką. Berlin kojarzył mi się tylko i wyłącznie z szarością i przytłaczającą nijakością. 
Z obskurnymi, obdrapanymi murami, szemranymi interesami, podejrzanymi typkami, nieletnimi prostytutkami i ćpającą Christiane z Dworca Zoo. Nigdy nie chciałam tam jechać.Mało tego! - uważałam, że to ostatnie miasto w Europie, które chciałabym kiedykolwiek  zobaczyć.  I nagle z tych absurdalnych skojarzeń i uprzedzeń wyrwał mnie dokument o historii Muru Berlińskiego. Tak bardzo mnie poruszył, że nagle gdzieś zniknęły mi sprzed oczu prostytutki, potem narkomani, na końcu szare ulice. Chciałam poznać to miasto kiedyś murem podzielone i przekonać się, jakie jest naprawdę. Wystarczyły mi dwa dni, aby  odczarować Berlin od złego. 

środa, 18 maja 2016

Cieszyn mnie ucieszył

Powiedzmy sobie szczerze- Cieszyn, nigdy nie był na mojej liście miejsc koniecznych do odwiedzenia. Owszem słyszałam, że fajne, klimatyczne miasto, że piwo dobre i smażony ser  jest tu wyjątkowo "niekaloryczny" no ale ani z Zakopanego, ani z Gdańska żadna sensowna droga tam nie prowadziła. Trzeba mi było dopiero Zlotu Blogerów Podróżniczych żeby udać się w 12-godzinną podróż i przekonać się na własne oczy, że #Cieszynlove to nie jakieś tam zwykłe podśmiechujki, a przecudowne miasto przyklejone do czeskiej granicy, które naprawdę robi wrażenie:) I w którym naprawdę można się zakochać...ale po kolei.