Popularne posty

niedziela, sierpnia 12, 2018

Instrukcja obsługi Batumi

Instrukcja obsługi Batumi


Nic nie było w stanie zniechęcić mnie do tego miasta. Ani koszmarnie długa droga marszrutką z Tbilisi, ani nasza współpasażerka wioząca żywe kurczaki w kartonie po bananach. Nie odstraszył mnie nawet wylewający się z chłodnicy płyn, zmuszający nas do częstych postojów, dzięki którym  podróż trwała w nieskończoność. Nie zniechęcił mnie również deszcz, który robił tylko krótkie przerwy od swojej nieustającej aktywności. Do Batumi dotarliśmy jako chodzący obraz nędzy i rozpaczy- brudni, zmęczeni i głodni. Siedząc w jakiejś podłej knajpie z lepkimi od tłuszczu stolikami, zaczęliśmy myśleć, gdzie będziemy dziś spać. Jak to zazwyczaj bywa, szczęśliwe zbiegi okoliczności wiodą nas ku dobrym decyzjom. Psim swędem trafiliśmy na ostatni wolny pokój, w małej kamienicy na Placu Europy. Właściciel przywitał nas szerokim jak te banany na pudełku uśmiechem i poczęstował domowym winem. Zaserwował też czaczę i słodkie bułeczki. Już wtedy wiedziałam, że będzie mi dobrze w Batumi. Ale nie każdemu się tu podoba. Jedni uważają, że nic tu nie ma, drudzy mówią, że to takie gorsze, postsowieckie Las Vegas. A ja spróbuję cię przekonać, że w twoim gruzińskim tripie nie może zabraknąć tego miasta. Chodź, pokażę ci, czym urzekło mnie Batumi! 


Co trzeba zrobić, żeby zakochać się w Batumi?  


Zrozumieć fenomen Batumi- Batumi jest miastem na wskroś dziwnym. Kurioza gonią tu absurdy i nie da się go w żaden sposób sklasyfikować. W tym miejscu przenikają się dwa światy. Pierwszy pełen jest zuchwałych planów o unikatowym kurorcie nad Morzem Czarnym, obfitującym w cuda współczesnej architektury i strzeliste wieżowce. W drugim świecie brak funduszy bezlitośnie depta te marzenia i daje w zamian urbanistyczny chaos. Wiele budynków stoi niedokończonych. Niektóre dumnie prezentują swoje żelbetonowe konstrukcje i przyklejone do nich puste dźwigi budownicze, kontrastując tym samym z rozpadającymi się domami starego Batumi. Droga do poznania miasta wiedzie też szlakiem wielkich, anonimowych blokowisk, w oknach których wisi pranie, a ściany z blachy głucho odbijają padający deszcz. Jedna strona miasta kompletnie nie pasuje do drugiej. Władze Gruzji bardzo chciały tchnąć w Batumi ducha nowoczesności i ekskluzywność turystycznych doznań. Jak wyszło? Jak nigdzie indziej na świecie. 

niedziela, lipca 15, 2018

Spacerem po Tbilisi

Spacerem po Tbilisi


Spacer po Tbilisi najlepiej rozpocząć powoli. Nieśpiesznie zaglądając do każdego podwórka, skręcając w każdą uliczkę i studiując wszystkie detale na drewnianych balkonach. Można też zacząć od wdychania orientalnych zapachów dochodzących z pobliskich knajp, smaku lokalnego wina lub aromatu kawy w jednej z licznych kawiarni. Ale tak naprawdę to nieistotnym jest, jak nawiążesz swoją znajomość z Tbilisi. Bo i tak stwierdzisz, że stolica Gruzji to miejsce magiczne. I nawet jeśli nie poczujesz tego od razu, to na pewno kolejny pierożek chinkali, bezlitośnie wysysany przez ciebie z farszu, utwierdzi cię w przekonaniu, że to prawda. Miasto stoi na rozwidleniu dróg między Europą i Azją. Świat nieustająco dyskutuje, do kogo przynależy bardziej, a Tbilisi się nie przejmuje i czerpie inspiracje z obydwóch. I robi to po prostu genialnie. Tbilisi to fascynujące historie ukryte w zaułkach ulic, w uśmiechach i gestach spotykanych ludzi, w mikroświatach schowanych za topornymi bramami. Chcesz wiedzieć, gdzie warto się poszwendać w tym mieście? Zapraszam na krótki spacerownik po stolicy Gruzji! 

niedziela, czerwca 24, 2018

Budapeszt na weekend czyli Langosz, kawa i żółte tramwaje

Budapeszt na weekend czyli Langosz, kawa i żółte tramwaje


Stolica Węgier z powodzeniem może mianować się europejską mekką królów życia. Jeśli jesteś spragniony hedonistycznych uciech i chciałbyś żeby miasto co rusz wyciągało z kapelusza atrakcje równie zaskakująco jak króliki- Budapeszt jest miejscem dla ciebie. Możesz swobodnie wybierać czy chcesz wypić kawę w starej jak świat kawiarni, zatrzymać się na wino w klimatycznej piwnicy, wygrzać kości w wodzie termalnej czy zjeść tłustego placka w ulicznej budzie. Wszystko to możesz robić patrząc jednocześnie na wijącą się jak wąż rzekę Dunaj. Albo przechodząc z jednej strony mostu na drugą, nie umiejąc się zdecydować, która jest fajniejsza. Buda i Peszt- te dwa słówka tworzą miasto, w którym język urzędowy jest bardziej niezrozumiały niż waluta, a tutejszy tygiel kulturowy przypomina trochę zupę gulaszową- niby różne składniki, niby nic nie pasuje, a w smaku takie dobre! Podobno do Budapesztu trzeba jechać jak jest zielono, jak rozkwitają okoliczne wzgórza, a miejskie wyspy zaczynają żyć. Pojechałam zatem w marcu, kiedy było szaro, zimno i ponuro.

I wiesz dlaczego w Budapeszcie jest fajnie?


Bo mają langosza- Żadna to filozofia kulinarna- mąka, woda, drożdże i tłuszcz. Właściwie to mnóstwo głębokiego tłuszczu. Do tego grubo starty ser i sos śmietanowo- czosnkowy. Tak właśnie prezentuje się lángosz- najbardziej znany węgierski fastfood. Dawniej produkowany był w trochę lżejszej wersji i serwowany zazwyczaj na śniadanie. Kojarzy mi się trochę z przepyszną Pizzą Fritta z NEAPOLU. W każdym razie tak samo zatyka tłuszczem tętnice. Ale nie zjeść lángosza będąc w Budapeszcie? Naprawdę? Szukajcie budek i straganów z tłustymi plackami bez zbędnej  dietetycznej histerii. Na wyjeździe podobno się nie tyje!

sobota, czerwca 02, 2018

Kalimera Ateny! 10 rzeczy, które koniecznie zrób w Atenach!

Kalimera Ateny! 10 rzeczy, które koniecznie zrób w Atenach!



Z czym kojarzy się Grecja? Z palącym słońcem, z turkusowym morzem, z wilgotną skórą pachnącą słoną wodą, z dojrzałymi owocami, których sok kapie nam po palcach podczas jedzenia. Mnie kojarzy się również z nauczycielem historii, który tak mnie maglował na temat Akropolu i greckich bogów, że na bardzo długi czas zniechęcił mnie do wizyty w tym kraju:) Na szczęście, człowiek z wiekiem mądrzeje i to, co w głowie młodej i zbuntowanej nastolatki było nudne i nieprzydatne, w dorosłym życiu zaczęło bardzo interesować. Kiedy przypadkowo trafiłam na tanie bilety do Aten, pomyślałam, że pojadę i poprawię swoje marne oceny z historii starożytnej:) 


Nie bez powodu określenie "chaos" to słowo-klucz w greckiej mitologii. Nie tylko pierwsi bogowie powstali z chaosu, ale mam wrażenie, że Ateny również:) To miasto, w którym pozornie nic do siebie nie pasuje. Współczesny smog i hałas odbijają się od starożytnych murów Akropolu, a ciasne uliczki w dzielnicy Plaka sąsiadują z przygnębiającymi blokowiskami. Ateny często nazywane są betonową dżunglą. Dasz się zaprosić na spacer ze mną po tej dżungli, w której kiedyś narodziła się demokracja, filozofia i poezja? 

niedziela, marca 18, 2018

Jak ugryźć włoską Kampanię? 10 sprawdzonych pomysłów!

Jak ugryźć włoską Kampanię? 10 sprawdzonych pomysłów!


W końcu przeszły mi mdłości wynikające z szybkiej jazdy ostrymi zakrętami. Opanowałam panikę wynikającą z faktu, że jednak nie będę spała w Positano, tylko w wiosce oddalonej o kilka sporych kilometrów od miasta. Mocno nabrałam powietrza w płuca i powoli otworzyłam oczy. Najpierw zobaczyłam intensywny turkus Morza Tyrreńskiego, którego spienione fale rozbijały się o skaliste wybrzeże. Potem dostrzegłam kolorowe domy, które kurczowo przyczepione do stromych stoków zdawały się zaprzeczać wszelkim prawom budowlanym. Jakim cudem ktoś zbudował dom w pionowej skale? Jak wytyczono w tych stromiznach drogę? - Te myśli przelatywały mi przez głowę, kiedy raz po raz zadzierałam ją wysoko ku niebu, szukając odpowiedzi. A jak zobaczyłam promienie słońca odbijające się w zboczach gór, a potem mój lokalny autobus wijący się jak wąż na zakrętach, pomyślałam, że chyba tutaj Tolkien szukał inspiracji do tworzenia swojego Minas Tirith. Ten krajobraz jest żywcem wyjęty z innego świata. Drodzy Państwo, poznajcie Wybrzeże Amalfitańskie- miejsce cudów we włoskiej Kampanii. 

niedziela, marca 04, 2018

Neapol- najbardziej rozkrzyczane miasto Włoch

Neapol- najbardziej rozkrzyczane miasto Włoch

Kazimierz Przerwa-Tetmajer napisał kiedyś, że woli polskie gówno w polu, niż fiołki w Neapolu. Ponieważ lubię testować i sprawdzać różne tezy na własnej skórze, kupiłam bilet i ruszyłam na poszukiwanie neapolitańskich fiołków. O mamo, co to miasto robi z człowiekiem! Zobaczyć go i umrzeć to propozycja dla mięczaków! Neapol trzeba kochać z całego serca i kropka. Położone u stóp drzemiącego Wezuwiusza miasto, pełne jest kontrastów i dosłownie tonie w kakofonii dźwięków i ohydnych zapachach. Na mnie podziałał już od pierwszej sekundy, kiedy zgubiłam się w ciasnych  i brudnych uliczkach, szukając swojego hostelu. Zrobił ze mną to, co robią Włosi z naiwnymi dziewczętami- uwiódł i pozostawił w nienasyceniu. Totalnie oczarował tym swoim chaosem, trąbiącymi klaksonami i wonią świeżego prania pomieszaną z fetorem śmieci, która wypełniała wszystkie zakamarki w mieście. Goethe pisał, że "wybacza wszystkim, którzy w Neapolu odchodzą od zmysłów. Moje zmysły również oszalały i  wiem, że będą chciały tam wkrótce wrócić! Co sprawia, że to najbardziej rozkrzyczane miasto Włoch tak działa na człowieka? 

środa, lutego 14, 2018

Gdzie jest najlepsza gastrofaza? Tylko we Lwowie!

Gdzie jest najlepsza gastrofaza? Tylko we Lwowie!


Zaprawdę powiadam Wam- ciężko jest być głodnym we Lwowie. Ogrom miejscówek, które dobrze nas nakarmią oraz napoją sprawia, że człowiek musi czasem wybrać między zwiedzaniem zabytków, a kompulsywnym wrzucaniem lwowskich pyszności do brzuszka. Lwów pachnie kawą, smakuje czekoladą i testuje na nas kresowe specjały. Po dwóch dniach nie wiedziałam już, czy pierogi popić piwem czy zagryźć jabłkowym strudlem, a może barszcz ukraiński doprawić nalewką. Jedno jest pewne- jeśli chcecie dobrze zjeść to tylko we Lwowie! 

czwartek, stycznia 18, 2018

Lwów- jedź i po prostu Lviv it!

Lwów- jedź i po prostu Lviv it!

Ciężko jest stwierdzić, w którym momencie Lwów wwierca się człowiekowi w mózg tak bardzo, że nim jeszcze się wyjedzie z Lwowa, już chce się do niego wracać. Magia Kresów działa na każdego - labirynty ulic na starówce, kamienice pełne historii, pyszne jedzenie i aromatyczna kawa to zaledwie niewielki procent tego, co zastaniemy w tym mieście. Jesienny wyjazd był moją drugą wizytą na lwowskich ziemiach. Pierwszej nie za bardzo pamiętam, gdyż nadarzyła się przy okazji kursu pilota wycieczek, a wtedy bardziej kontemplowałam urodę męskiej części kursantów, aniżeli zabytków (ech, te młodzieńcze burze hormonów). Teraz odwiedziłam Lwów w pełni świadoma jego potencjału  i z otwartymi nań oczami. Co ciekawego udało mi się zobaczyć i co gorąco Wam polecam? O tym słów kilka poniżej. 

Najciekawsze miejsca i doświadczenia we Lwowie 


Bukiniści- Targi staroci niezmiennie mnie fascynują. Podglądanie, co ludzie gromadzą w domach i odkrywanie historii ukrytych w sprzedawanych przedmiotach to jak zaglądanie do duszy miasta. We Lwowie przy pomniku Iwana Fidorowa, na tyłach kościoła Dominikanów, codziennie zbierają się bukiniści, którzy sprzedają książki, monety, stare pocztówki i czasopisma. Istna gratka dla fanów antyków. Takich miejsc nie sposób nie uwielbiać więc buszujcie do woli w starociach, a zobaczycie jak bardzo Was to wciągnie! Moi towarzysze nabyli modlitewnik sprzed 1900 roku za szaloną cenę 5 PLN. Warto jednak zachować umiar w kupowaniu, gdyż przy dużej ilości wywożonych przedmiotów, można zostać poproszonym podczas kontroli granicznej o ich zwrot.

środa, stycznia 03, 2018

10 inspirujących kont na Instagramie, które musisz poznać!

10 inspirujących kont na Instagramie, które musisz poznać!

Powiedzieć, że jestem uzależniona od Instagramu to mało. Uważam tę aplikację za dzieło samego Boga! Mimo, że zawsze byłam, jestem i będę zwolenniczką słowa pisanego, a mniej entuzjastką kultury obrazkowej- Instagram kupił mnie bez dwóch zdań. Jest ogromnym źródłem inspiracji i kopalnią wspaniałych kadrów. Zaglądam do niego w każdej wolnej chwili i co rusz zapisuję w notesie nowe pomysły na podróże. Wzdycham nad posadzkami i streeartowymi ścianami oraz rozpływam się nad kawami z ciastkiem, winami i krajobrazami. W tym zdjęciowym raju mam swoich ulubieńców, których dzisiaj chcę Wam pokazać i gorąco zachęcić do podglądania ich pracy, bo co tu dużo mówić- ich foty robią robotę! 


10 INSPIRUJĄCYCH KONT NA INSTAGRAMIE, KTÓRE MUSISZ POZNAĆ! 



Śmiem twierdzić, że Kuba urodził się z aparatem w dłoni. Jego zdjęcia to mieszanka pięknych krajobrazów, ciekawych ludzi i oszałamiającej przyrody. Instagramowe kadry Kuby powodują, że zawsze wydaję z siebie ciche westchnienia zachwytu. Rewelacyjnie fotografuje świat wraz ze wszystkimi jego odcieniami.


 2. @CHAISING COLORS

Skoro mowa o kolorach, polecam zapoznać się z Olą, która prowadzi najbardziej "soczyste" instagramowe konto ever! Oprócz tego, że jest przemiłą babeczką, potrafi pokazać na zdjęciu, jak fajne jest życie, kiedy rządzą nim kolory! Detale, w których uwypukla wszystkie feerie barw z miejsca poprawiają mi humor:)



 3. @ODPRAWIENI.PL

Sławek i Magda tak cudownie opowiadają o swoich "wspomnieniach ze stanu podróży", że nie sposób się nie zainspirować. Ich kadry z Kirgistanu, Uzbekistanu, Iranu oraz Izraela sprawiły, że z miejsca zapragnęłam się spakować i odprawić jak oni:)  Niesamowite portrety ludzi z drogi i  wspaniale uchwycona proza życie codziennego- to najbardziej cenię w ich zdjęciach!





Wojtek to mój kolega z pracy, który zdjęciami opowiada historie ludzi i przestrzeni. Zwykłe życie na ulicy fotografuje w niezwykły sposób. Uwielbiam jego prace i nieustająco namawiam na wystawę:) Fotografia uliczna ma w sobie pewną aurę tajemniczości i surowe piękno, które Wojtek idealnie potrafi wydobyć w zdjęciu. Wojtku, ogromnie cenię Twój sposób patrzenia na świat ! 



To konto jest dla mnie niesamowite w swojej koncepcji. Autor z prostego zdjęcia blokowiska, robi kadr idealny:) Uwielbiam go "serduszkować", podglądać na instagramie i z niecierpliwością czekam na kolejne zdjęcia klatek schodowych, posadzek i blokowisk! Przez tego człowieka zaczęłam zwracać uwagę na wszelkie detale w fasadach budynków:)



Czy komuś w ogóle trzeba jeszcze przedstawiać małego sierściucha, którego wyraz pyska łamie najtwardsze, psioodporne serca?? Lu ma szczęście nie tylko do bycia najsłodszym kundlem w psiej galaktyce, ale również do fajnych właścicieli, którzy zabierają ją w szalone podróże po całej Europie. Sielsko zwiedza się z nimi świat, bo mają zdolność do odkrywania fenomenalnych miejscówek na totalnych zadupiach! Zawsze śledzę, gdzie też podreptają małe łapki Lu:) Do tego powiadam Wam- nic tak nie robi mi dnia jak zdjęcie śpiącej Lu:) 



Nie ma w tym żadnej przesady, jeśli powiem, że na posty Grześka czekam wprost z utęsknieniem. Uważam, że prowadzi najbardziej wartościowy pod względem obserwacji rzeczywistości Instagram w Polsce. Jego zdjęcia zawsze niosą za sobą mądre słowo, ciekawe historie i jeszcze ciekawsze spostrzeżenia własne. Mam cichą nadzieję, że doczekam się w końcu podróżniczego bloga Grześka, gdyż uparcie twierdzę, iż Instagram to dla niego za mało :)! 



Anita i Paweł i to moje ukochane, krakowskie ziomki, którzy postanowili, że przed 50-tką odwiedzą 101 krajów na świecie. Prowadzą o tym ciekawego bloga, ale oprócz opisywania swoich podróży, robią też przepiękne zdjęcia. Bardzo lubię oglądać świat ich oczami bo zawsze czymś mnie zainspirują. 



9.  @@ODERWANY

Mariusz zawsze powtarza, że najlepszy aparat to ten, który ma się akurat przy sobie. Zwykłym smartfonem można zrobić niesamowite ujęcia, czego dowodem są jego instagramowe posty. Mariusz  większość swoich kadrów uchwycił smartfonem. Ale w sumie nie jest ważne, czym robi zdjęcia- ma  niezwykły dar i oko do wychwytywania fajnych momentów. Jego zdjęcia zawsze do mnie "mówią" i inspirują do poznawania świata.


10. @LESTROTTOIRS

Świat oglądany z perspektywy chodników bywa naprawdę zaskakujący:) I taki właśnie jest to "trotuarowe" konto. Jako wielka fanka fotografowania własnych butów i kafelek, czerpię garściami inspirację z tych zdjęć.  I wciąż nie mogę się nadziwić, ile cudów skrywa się pod naszymi stopami:)




A Wy macie swoje ulubione konta na Instagramie? 

czwartek, grudnia 14, 2017

Czym urzeknie Cię Bazylea?

Czym urzeknie Cię Bazylea?


Jedno jest pewne- Bazylea na sto pro cię oczaruje! To trzecie co do wielkości miasto Szwajcarii, położone na styku trzech państw urzeka swoją sielską atmosferą i spokojem. Między muzeami, placami targowymi i antykwariatami, człowiek szybko wtapia się w klimat tego miasta i zaczyna się czuć jak w domu. Mimo, że spędziłam w Bazylei zaledwie jeden dzień, to i tak wyjechałam stamtąd zakochana w zaułkach i ciasnych uliczkach, które same opowiadały mi swoje historie. Bazylea kupiła  mnie maksymalnie i czuję, że nie było to nasze ostatnie spotkanie:) 

niedziela, listopada 26, 2017

Zalipie- najbardziej kolorowa wioska w Polsce

Zalipie- najbardziej kolorowa wioska w Polsce

Jak wygląda przepis na najbardziej charakterystyczną wioskę w Polsce? Na początek weźcie mnóstwo kolorowych farb. Następnie znajdźcie zagrody, domy, psie budy, studnie, przedmioty użytkowe oraz drzwi i wpuście tam  kilkanaście utalentowanych, energicznych babeczek. Praca ich rąk sprawi, że z pozoru nieciekawa miejscowość na Powiślu Dąbrowskim stanie się najbardziej kolorowym miejscem na mapie Polski. 

sobota, listopada 18, 2017

Tarnów- miasto, które zaskakuje

Tarnów- miasto, które zaskakuje


Powiedzmy sobie szczerze- Tarnów nie ma łatwego, turystycznego życia. Kiedy powiedziałam moim znajomym, że jadę tam na weekend popatrzyli na mnie z niedowierzaniem -Tarnów??? Serio? A co tam można robić? Niestety, miasto często omija się w drodze do Krakowa albo  traktuje zupełnie przejazdowo, zmierzając w stronę Lwowa.Przez dwa dni szwendania się po jego zakamarkach, włażenia w każdą możliwą dziurę i eksplorowania okolic, śmiało mogę powiedzieć- Tarnów wart jest odwiedzenia! Znalazłam tu wszystko, co najbardziej lubię w podróżach- nieoczywiste miejskie historie, dobre jedzenie, pachnącą kawę, mocne wino, fajnych ludzi, kolorowe posadzki, wąskie uliczki, obdrapane kamienice i streetartowe ściany. Tarnów reklamuje się jako miasto, które można poznać w 330 minut. Nie wierzcie w to- do odkrycia uroków tego miejsca potrzeba znacznie więcej czasu. 

niedziela, listopada 05, 2017

Szwajcaria na talerzu, czyli co warto zjeść w Szwajcarii?

Szwajcaria na talerzu, czyli co warto zjeść w Szwajcarii?


Smaki Szwajcarii to aromatyczna mieszanka potraw i przysmaków, które zaczerpnięto z najlepszych tradycji kulinarnych kuchni francuskich, niemieckich i włoskich. Aromat serów miesza się tu ze słodyczą czekolady, a wysoka kaloryczność placków ziemniaczanych jest spalana przez właściwości zdrowotne lokalnego wina. Mimo, że stołowanie się w szwajcarskich restauracjach może wyczyścić nam konto bankowe do zera, warto podjąć to ryzyko i rozkoszować się szwajcarską kuchnią. Przez kilka dni spędzonych w Szwajcarii udało mi się poznać kilka topowych smaków, do których skosztowania gorąco Was zachęcam! 

Co warto zejść w Szwajcarii? Topowe potrawy i smaki Szwajcarii


Founde- To zdecydowanie najbardziej rozsławiona w świecie szwajcarska potrawa. W dawnych czas był to tradycyjny, zimowy posiłek górali alpejskich. Founde to roztopiona mieszanka szwajcarskich serów, podlana winem. Dodatkami są czerstwy chleb i ziemniaki, które macza się w tej bulgocącej, serowej masie. Founde uważane jest nie tylko za topową, szwajcarską potrawę ale również za rytuał dzielenia się jedzeniem z przyjaciółmi oraz rodziną. W okresie świąt Bożego Narodzenia na szwajcarskich stołach ląduje Founde chinoise- mięsna odmiana, w której zamiast topić ser, wrzuca się kawałki mięsa na rozgrzany olej.



Rösti- Bardzo sycące i mega kaloryczne danie, bardzo popularne w kantonie Wallis. Rösti to rodzaj placka ziemniaczanego. Grubo starte ziemniaki smaży się na maśle, z dodatkiem sera, kiełbasy czy jajka i zapieka pod kolejną, duużą ilością sera. Pyszne to bardzo! Takie tłuściutkie i ciężkie dania to moja ulubiona gastro propozycja, także czułam się jak w kulinarnym raju! Jak dla mnie -obowiązkowo do spróbowania!


Ser Szwajcarski- Serów Szwajcaria ma ilości przeogromne. Praktycznie każda gmina, w każdym kantonie produkuje swój ser. Najbardziej znane sery szwajcarskie, które koniecznie należy spróbować to:Appenzeller - twardy ser produkowany z krowiego mleka. W procesie produkcji używa się solanki ziołowej i czasem wina. Ser ten tak nieludzko śmierdzi, że jak otworzyliśmy go w pociągu, to czuć chyba było w każdym wagonie i całej Szwajcarii. Ale jest też nieludzko pyszny:). Ementaler -Ser, który ma dość słodkawy, orzechowy smaku. I posiada słynne, szwajcarskiej dziury:) Gruyère - Ser dojrzewający, pochodzący z miejscowości Gruyère. Stanowi prawdziwą wizytówkę Szwajcarii. Kanapka z tym serem jedzona na górskim szlaku, z widokiem na Matterhorn, to chyba mój najlepszy posiłek szwajcarski:)



Szwajcarska czekolada- Podobno przeciętny Szwajcar zjada rocznie ok 13 kg czekolady. Patrząc na ich gibkie i smukłe sylwetki, umiłowanie do sportu oraz zdrowego jedzenia, aż ciężko mi w to uwierzyć. Niemniej nie ma się co sprzeczać- szwajcarska czekolada nie ma sobie równych (Droga Belgio, serdecznie przepraszam!) Pierwsza fabryka czekolady w Szwajcarii ruszyła już w 1819 roku. Najbardziej topowe marki czekoladowe to Toblerone, Ovomaltine i Lindt. Zaprawdę powiadam Was- Nic tak nie poprawia człowiekowi radości życia, jak mały trójkącik czekoladowy z żółtego opakowania Toblerone! 




Napój Rivella- Napój który produkowany jest z........serwatki. Mętny płyn seropochodny w butelce ? Fuj? Nic bardziej mylnego! Rivella to pyszny napój gazowany, który stał się  zdrową odpowiedzią Szwajcarów na wyżerającą dziury w żołądku Coca-Colę. Od przeszło 60 lat jest to narodowy napój Szwajcarii. Można go znaleźć w różnych smakach: od oryginalnego wg starej receptury (w czerwonej butelce), przez zieloną herbatę (zielona butelka) aż do bezcukrowej wersji fit  (niebieska butelka).  PYCHA!


Raclette- Kolejna tradycyjna, "serowa" potrawa szwajcarska to Raclette. Roztopiony ser typu Raclette podaje się zazwyczaj z ziemniakami w mundurkach, marynowaną cebulką, piklami lub szynką. Domową wersję Raclette zaserwowała mi w Bazylei Ewa z bloga RUSZ W PODRÓŻ, kiedy po 12 godzinach w pociągu, pojawiłam się głodna i zmęczona w progu jej mieszkania. Dobre towarzystwo i babskie plotki jako dodatek idealnie dopełniły aromat i smak tego dania:)


Tradycyjny chleb z kantonu Wallis- U stóp Matterhornu, od stuleci produkuje się tradycyjny chleb żytni na zakwasie nazywany "chlebem ubogich". W skład wchodzi żyto, sól i woda. Idealna równowaga mikrobiologiczna nadaje kwasowi ciasto i bardzo długą żywotność chleba (nawet kilka miesięcy). Ciężko się go kroi, jeszcze gorzej gryzie. W piekarniach można znaleźć też wersję z orzechami oraz suszonymi owocami.



wtorek, października 24, 2017

Szwajcaria-mały kraj wielkich cudów

Szwajcaria-mały kraj wielkich cudów

Przyjemny ucisk w żołądku, niezdrowe pąsy na policzkach, przyspieszony rytm serca i te wszystkie motyle latające w środku....Nie! To nie opis frywolnych harców Christiana Greya, a reakcja mojego organizmu, kiedy spełniam swoje podróżnicze marzenia. Stojąc nad jeziorem Riffelsee i patrząc na tonący w chmurach Matterhorn musiałam raz po raz szczypać się w ramię, bo miałam wrażenie, że to wszystko nie dzieje się naprawdę! Szwajcaria i najsłynniejsza góra świata były na mojej liście miejsc do odwiedzenia, odkąd zaczęłam wodzić palcem po mapie.....czyli właściwie od urodzenia:) Marzyły mi się fioletowe krowy na łące, doktor z alpejskiej wioski i jodłowanie w filcowych spodniach. Tej jesieni udało się! Dotarłam do Zermatt - małej wioski w szwajcarskim kantonie Wallis u stóp Matterhorn. Mimo, że nie było ani krowy, ani doktora, ani jodłowania, a do domu wróciłam totalnie spłukana- czuję się prawdziwą szczęściarą! Szwajcaria urzekła mnie nie tylko pocztówkowymi widokami ale też swoją specyficzną atmosferą, historią, kuchnią i ludźmi. Zapraszam Was na krótki dekalog szwajcarski w którym dowiecie się o niezwykłości tego kraju. 

poniedziałek, października 09, 2017

Szwajcarskie Alpy w 50 zdjęciach

Szwajcarskie Alpy w 50 zdjęciach

Alpy w jesiennych barwach i bryła Matterhornu zatopiona we mgle, były moim górskim marzeniem odkąd pamiętam. Nie sposób zliczyć ilości przeglądanych do kawy stron internetowych z widokami szwajcarskiej "góry gór. Matterhorn zdobił wszystkie moje tapety- zarówno w komputerze jak i telefonie. Marzyłam o zobaczeniu tej ogromnej czekoladki Toblerone na żywo i proszę bardzo-po tylu latach spełniło się!! Prawie jak w książkach Coelho:) O ile na co dzień nie potrafię zamilknąć nawet na sekundę, tak uwierzcie mi- widoki, które towarzyszyły nam przez dwa dni górskich wędrówek, wbijały mnie w niemą zadumę. Nie potrafię opisać emocji, które dzieją się w człowieku, kiedy spełnia swoje marzenia. Uroniłam malusieńką łzę wzruszenia i niedowierzania, konsumując przy tym kanapkę ze śmierdzącym, szwajcarskim serem. Więcej o Szwajcarii i samym Matterhornie napiszę Wam już wkrótce, a dziś zabieram Was na wycieczkę śladami 50-ciu kadrów z Alp Szwajcarskich! 

Copyright © 2016 W 10 inspiracji dookoła świata , Blogger